Badał aferę FOZZ. Zmarł w dziwnych okolicznościach. Sprawcy nigdy nie zostali ukarani.

 

Michał Falzmann wpadł na trop afery Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego zupełnie przypadkowo. Ustalił, że FOZZ, instytucja powołana do spłacania zadłużenia zagranicznego PRL, tajnie i nielegalnie wykupywała dług poprzez podstawione spółki prywatne. Podczas tych operacji, dokonywanych przez ludzi związanych z peerelowskim wywiadem wojskowym, defraudowano ogromne sumy. Falzmann, pracownik urzędu skarbowego, działał tak sprawnie, że zwróciła na niego uwagę Naczelna Izba Kontroli. Zatrudniono go tam jako inspektora. Falzmann słynął z zapału graniczącego z pracoholizmem. Nie oglądał się też na ryzyko, pomimo docierających gróźb. Żądał wyjaśnień od najwyżej postawionych osób w kraju, m.in. wicepremiera Leszka Balcerowicza.

16 lipca 1991 roku został odsunięty od sprawy. Dwa dni później nieoczekiwanie zmarł. Sekcja wykazała, że z powodu choroby serca. Wiele osób badających sprawę uważa, że został zamordowany.

Michał Falzmann nie był jedyną osobą, która wiedziała wiele o FOZZ i zmarła w dziwnych okolicznościach. Jesienią, na cztery dni przed planowanym złożeniem w Sejmie raportu dotyczącego FOZZ zginął szef NIK, Walerian Pańko. Według oficjalnej wersji, Pańko zginął w wypadku samochodowym. Sprawca został skazany, ale nie trafił za kraty, a ostatecznie ułaskawił go prezdent Aleksander Kwaśniewski. Jednak świadkowie mówili o wybuchu w samochodzie szefa NIK. Później zginął jeszcze kierowca Pańki. W 2006 r. w wyniku pobicia przez nieznanych sprawców zmarł Anatol Lawina, bezpośredni przełożony Falzmanna.

KJ/rp.pl