Tomasz Wandas, Fronda.pl: Czy Pani zdaniem proces ekshumacji ciał pary prezydenckiej jest potrzebny?

 Magdalena Merta: Tego typu rozważania nie mają większego sensu, dlatego, że takie postępowanie z jakim mamy dziś do czynienia, jest wymogiem prawnym. Jest to prawna konieczność. To, że ekshumacje ofiar katastrofy Smoleńskiej nie zostały przeprowadzone w 2010 roku, było złamaniem prawa. Nie możemy mieć dziś pretensji do prokuratorów, że oni nie chcą łamać dziś prawa, tylko, że chcą te prawo przestrzegać! W związku z tym rozważania typu „potrzebne” czy „niepotrzebne” są bezsensu. W przypadku każdego morderstwa, każdej śmierci ludzkiej, która nie była naturalna, nie możemy mówić, że jakiekolwiek nasze działania nie przywrócą życia a w związku z tym nie będziemy się nimi zajmować, szukać przyczyn itd.

 Dlaczego?

 Nie możemy, bo prawo tak wygląda, że wymusza szukanie tych przyczyn i żadna rodzina nie może powiedzieć „wszystko jedno, kto mi zabił matkę. Ja chcę żeby spokojnie spoczywała w grobie”. Pewne sprawy, są po prostu z swej natury ścigane z mocy prawa. Jedyne, o co możemy mieć pretensje, to o zaniedbania z blisko siedmiu lat. Co do tamtej ekipy, która złamała prawo możemy mieć zastrzeżenia, nie do tych, którzy dziś przecież próbują naprawić błędy poprzedników.

 Ekshumacja ciał pary prezydenckiej rozpocznie się w poniedziałek ok godziny 22. Co stanie się z szczątkami pary prezydenckiej?

 Nie mam takich informacji. Wiem natomiast, że akurat trumny z ciałami pary prezydenckiej były otwierane. Nie oznacza to oczywiście, że ciała były badane. Mówię o tym, dlatego, że skoro były one otwierane, to na szczęście, w ich przypadku, nie czeka nas żaden szok w postaci na przykład złej identyfikacji – czego nie jesteśmy pewni w przypadku pozostałych. Mam zatem nadzieję, że w ich przypadku wszystko będzie w porządku.

 Co oznacz dla Pani fakt, że to ciała pary prezydenckiej zostaną poddane ekshumacji jako pierwsze?

 Jest to dla mnie symboliczne i wzruszające, że głowa państwa i pierwsza dama jako pierwsi będą poddani badaniom. To dobra decyzja choć rozumiem jak bardzo trudna dla rodziny i jestem przekonana, że dziś powinniśmy szczególnie głęboko otaczać myślą i modlitwą Martę Kaczyńską, jej córki, Jarosława Kaczyńskiego i wszystkich ich bliskich gdyż to oni jako pierwsi biorą na siebie ciężar tej traumy.

 Czy Pani zdaniem ta ekshumacja nie spowoduje, że zagojone rany na nowo zostaną rozdrapane?

 Myślę, że podział o którym możemy dzisiaj mówić, wiąże się właśnie z jest podziałem pomiędzy ranami zabliźnionymi a krwawiącymi. Są wśród nas tacy, którzy zamknęli tę sprawę przed wielu laty, którzy uzyskali spokój, którzy wyszli z tej traumy ku nowemu życiu. Dzisiaj, to co się dzieje jest wymuszaniem na nich powrotu do zajmowania się Smoleńskiem. Ale my, ani na chwilę nie odeszliśmy od Smoleńska. Dla nas wciąż jest 10 kwietnia 2010 roku! Pięknie mówił Andrzej Mela, że za każdym razem gdy myśli o Stefanie, kiedy stoi nad jego grobem przeżywa mękę, i myśli kto w tym grobie jest?! Nie rozstaliśmy się z tą traumą, nasze rany się nie zabliźniły! One krwawią i dziś mamy taką szansę, że krwawić one przestaną. Narazie nie ma mowy o otwieraniu ran, gdyż nie ma blizn.

 Co jest dla Was, dla rodzin ofiar najważniejsze w tej sprawie?

 Dla mnie po pierwsze, potwierdzenie, że pochowałam Tomka a nie kogoś innego. To sprawa najistotniejsza, po drugie naprawienie krzywd – związanych z bezczeszczeniem ciał - w takim stopniu jakim jest to możliwe. Pewność, że mój mąż nie spoczywa w grobie w towarzystwie śmieci, petów, cudzych szczątków. Nawet jeśli wtedy tak niegodnie z nim postąpiono to dziś jest szansa na to, że tym razem zostanie pochowany godnie, że te wszystkie rzeczy, które nie powinny znaleźć się w jego trumnie zostaną usunięte. Mam nadzieję, że dostanę szansę na odprawienie go w ostatnią drogę tak jak powinno to być, to znaczy, że ostatni raz w życiu zawiąże mu krawat.

 

Dziękuję za rozmowę