Marta Brzezińska: Rozważa Pani złożenie wniosku o ekshumację ciała śp. Tomasza Merty. Dlaczego?

 

Magdalena Pietrzak-Merta: Decyzja wypływa z konkretnej niewiarygodności jeśli chodzi o ustalenie tożsamości mojego męża. Mam tu nam myśli niewiarygodność osoby, która Tomka identyfikowała, ale także bałagan – choć to za małe słowo – w dokumentacji rosyjskiej. Można powiedzieć, że każdy z rosyjskich dokumentów, mówiących o identyfikacji mojego męża jest sprzeczny z pozostałymi. Zdjęcia, na których Tomek nie jest rozpoznawalny z powodu stanu ciała, ale które są podpisane jego nazwiskiem, z całą pewnością przedstawiają więcej niż jednego człowieka.

 

Czy na Pani wahania miały także wpływ wyniki kolejnych ekshumacji Zbigniewa Wassermanna, Janusza Kurtyki oraz Przemysława Gosiewskiego, które wskazywały na istotne niezgodności z materiałami dostarczonymi przez Rosjan?

 

Myślę, że taki wpływ te ekshumacje miały nie tylko na mnie. Zakładam, że prokuratorzy to ludzie rozsądni, którzy wiedzą, że nie mogą się opierać na dokumentach rosyjskich. W każdym przypadku dotychczasowych ekshumacji dokumenty te okazywały się całkowicie niewiarygodne, nieprawdziwe. Myślę, że odczucie co do braku jakiejkolwiek wagi dokumentów rosyjskich jest nie tylko moim odczuciem ale odczuciem powszechnym. Wydaje mi się, że dotyczy ono nie tylko większości rodzin, ale i samych podmiotów prowadzących śledztwo.

 

Zastanawiające jest także to, w jaki sposób postępowano z rzeczami Pani męża.

 

Czymś bardzo niepokojącym i tak dziwnym, że aż niezrozumiałym, wydaje mi się postępowanie z rzeczami Tomka. Rozsądne jest zadanie sobie pytania, co takiego stało się z moim mężem, że trzeba było potajemnie, w pośpiechu niszczyć jego rzeczy. Warto pamiętać, że zanim trumna z ciałem Tomka przyjechała do Polski, nikt nic nie wiedział, nie wiadomo było, jaką wagę mają te rzeczy, czy są dowodem w sprawie, czy przestaną nim być, ale już podjęto decyzję, że nie wolno ich nikomu pokazać. Ze szczególnym wskazaniem na mnie.

 

Rozmawiała Marta Brzezińska