Dowiadujemy się, że w ciałach ofiar katastrofy smoleńskiej były brudne bandaże, gumowe rękawiczki, fragmenty ubrań a nawet niedopałki papierosów. Ciała zamieniano w trumnach... Co pani czuje, jak się dowiaduje o takich rzeczach?
Informacja, że bezczeszczono zwłoki jest nawet trudniejsza od informacji o samej śmierci o naszych bliskich. Rodziny, które mają ekshumację już za sobą podkreślają jak ważne jest upewnienie się, co do tożsamości, ale również i godne pochowanie zmarłych. Mimo całej traumy jaka łączy się z tymi odkryciami warto było się tego podjąć. Lepiej się dowiedzieć, że ciała zostały zamienione niż nigdy nie mieć tej świadomości. Mimo wszystko ten ból wart jest przeżycia, żeby poznać prawdę i naprawić błędy, które popełniono jeszcze w kwietniu 2010 r. Myślę, że ta idea przyświeca tym, którzy się tego podejmują wiedząc, że nie będzie to łatwy krok. To zada ból, wszyscy o tym wiedzą ale trzeba go przyjąć w imię prawdy.
Pani jest gotowa na ekshumację ciała męża?
Na tyle na ile człowiek w ogóle człowiek jest się w stanie przygotować to myślę, że tak. Może się okazać, że mierzę siły na zamiary i gorzej to zniosę, ale w tej chwili jestem zdeterminowana w dążeniu do prawdy i przekonana, że trzeba to zrobić. Gdybym od tego odstąpiła miała bym poczucie, że zawiodłam Tomka. Miałam trumnę z nim przecież w domu i mam poczucie, że nie dopełniłam wobec niego tego obowiązku. Tym bardziej muszę czynić taką powinność.
Jak pani tłumaczy sobie to, że Rosjanie w taki sposób postępowali z ciałami ofiar katastrofy smoleńskiej?
Próbuję to sobie wytłumaczyć różnicami kulturowym, zupełnie różną mentalnością. Może trudno jest oczekiwać od Rosjan, że nie będą Rosjanami? Dlaczego myśmy jako Polacy, świadomi z kim mamy do czynienia nie dopełnili tego wszystkiego. Natychmiast nie zrobili założenia, że mimo tego, że oni postępują po swojemu to nie są jednak nasze normy etyczne. Nie jest to nasza mentalność. Powinniśmy naprawić bestialstwo, błędy, ich nonszalancję i pogardę. Pojawiają się też głosy, że zadziałały względy praktyczne, że chodziło o usunięcie tych części ciał, które w czasie katastrofy zostały odkryte i mogły na nich pozostać istotne ślady. To nie musiał być pijacki akt agresji, tylko przemyślana akcja podyktowana fałszerstwem. Nie znam jednak na to odpowiedzi. Wysłuchuję tylko takich opinii.
Rozmawiał Jarosław Wróblewski
