Filip Memches, dziennikarz, współpracownik "Uważam Rze": Tegoroczne uroczystości upamiętniające zbrodnię katyńską odbyły się również w związku z pierwszą rocznicą katastrofy smoleńskiej. Myślę, że tragedia z 10 kwietnia jest silnym czynnikiem oddziałującym na uroczystości związane z 71. rocznicą Katynia i na samo spotkanie prezydentów Polski i Rosji. To spotkanie odbyło się w cieniu incydentu związanego z tablicą upamiętniającą ofiary katastrofy smoleńskiej. To również wpłynęło na uroczystości w Katyniu i wizytę Bronisława Komorowskiego w Rosji. Spotkanie prezydentów Polski i Rosji nie wiąże się z niczym istotnym. Tam nie wydarzyło się nic szczególnego. Ono było raczej kurtuazyjne. Przywódca Rosji zadeklarował otwartość wobec Polski w kwestii śledztwa katyńskiego, przekazania dokumentów ws. zbrodni. Pozostaje tylko jak zwykle pytanie, czy nie są to obietnice bez pokrycia i wyłącznie kurtuazyjne gesty.

Prezydent Bronisław Komorowski mówi rzeczy, które są bardzo oczywiste, ale niewiele zmieniają w stosunkach polsko-rosyjskich. A one potrzebują nowej jakości. Polska powinna obecnie w relacjach z Kremlem przyjąć asertywną postawę. Rosyjska elita polityczna mówi o politykach, którzy są wobec niej asertywni, różne złe rzeczy, ale ich szanuje. Musi się z nimi bowiem liczyć. Rosja nie jest dziś takim mocarstwem jakim był ZSRS. To jest oczywiście potężny kraj, zdolny do działań wojennych, jak w Gruzji w 2008 roku, ale ma problemy demograficzne, boryka się z trudnościami ekonomicznymi. Wobec takiego kraju nie można inaczej się zachowywać niż w sposób asertywny. Do tego zachęcają nas, albo przynajmniej nam to sugerują, niektórzy Rosjanie. Wystarczy tu wymienić polityka i ekonomistę Andrieja Iłłarionowa (do roku 2005 był doradcą Władimira Putina), pisarza Władimira Bukowskiego, socjologa Lwa Gudkowa, politolog Lilię Szewcową, publicystę Andrieja Piontkowskiego. Asertywności nam jednak brakuje. To pokazuje sposób wyjaśniania katastrofy smoleńskiej. Prezydent Komorowski nic w tej sprawie nie robi.

Polakom zdaje się, że świat jest bardzo zainteresowany tym, co dzieje się w stosunkach polsko-rosyjskich. Natomiast świat znacznie mniej się nimi interesuje niż nam się wydaje. Trudno więc powiedzieć, czy spotkania prezydenta Komorowskiego z Dmitrijem Miedwiediewem mogą zostać odczytane jako marginalizacja tych spraw, które wciąż w naszych stosunkach są niezałatwione. W moim odczuciu zachowanie Komorowskiego ma oddziaływać na polską i rosyjską opinię publiczną. Opinia publiczna innych krajów nie jest tak znacząca. To raczej rosyjska opinia publiczna otrzymuje taki przekaz. W świat idzie oczywiście sygnał, że w oficjalnych relacjach między Polską i Rosją nie ma nieporozumień, jest zgoda.

Jeśli chodzi o samą katastrofę smoleńską, to w świat już natomiast poszedł jasny przekaz, w postaci raportu MAK. Opinia międzynarodowa uznała, że widocznie to właśnie tak się odbyło, Polska zgodziła się na taki sposób wyjaśnienia katastrofy. Tu nie ma emocji, emocje przeżywamy w Polsce. Świat nie ma w związku z tym żadnych emocji. To sytuacja bardzo brutalna. Jesteśmy polonocentryczni. Nam się wydaje, że nasze problemy są problemami całego świata. Tak nie jest. One są tylko naszymi problemami. Nie powinniśmy się łudzić. Jeśli USA będą miały interes, żeby nasze problemy stały się ich problemami, to „Smoleńsk” zacznie być dla Amerylkanów ważny. Jednak dziś chyba nie jest. To ponura, ale prawdziwa konstatacja.

Not. żar

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »