Marcin Meller znalazł się w książce Doroty Kani, Jerzego Targalskiego i Macieja Marosza pt. "Resortowe dzieci: Media", jako jeden z bohaterów. Teraz po medialnej burzy, jaką wywołała książka Wydawnictwa Fronda, Meller zabrał głos. W wywiadzie udzielonym dziennikowi "Polska The Times" mówi np. "że w 1974 roku, kiedy jego ojciec zwolniony w 1968 z Instytutu Spraw Międzynarodowych był siódmy rok bez pracy, pan Targalski, jeden z autorów tej książki, wstępował do parti". "To jest jakiś cień związku z rzeczywistością i zbudowano na tym insynuacje za pomocą manipulacji. Ojciec gen. Jaruzelskiego walczył z bolszewikami Stosując logikę autorów, Jaruzelski powinien być pierwszy, który walczy z czerwonymi w 1939 czy 1944".
Według Mellera autorzy książki "szukają na niego haka": "Sprawa jest prosta. Chodziło wyłącznie o to, aby przypieprzyć, w związku z tym we mnie walą. I za wszelką cenę szukają haka". Meller dodaje, że autorzy opisali tych, którzy im się nie podobają. "Przykład Żakowskiego, który nie jest bohaterem mojej bajki, jest chybiony. On resortowe dziecko? Jakie resortowe dziecko?"
Ogólnie Meller uważa, że książka powstała z "czystej nienawiści": "Podejrzewam, że oni sami nie sądzili, że to się będzie tak dobrze sprzedawać. Myślę, że zrobili to ze szczerej, czystej nienawiści. To dzieło prawdziwego uczucia".
No cóż, każdy ma prawo do pisania tego co uważa za słuszne. Jeśli autorzy napisali nieprawdę to można ich pozwać. A jeśli napisali prawdę, czasami zostaje tylko próba medialnego i publicznego jęczenia.
mod/Polska The Times
