Fronda.pl: Jak ocenia Pan pomysł nakręcenia filmu o tragedii smoleńskiej?

 

Andrzej Melak (przewodniczący Komitetu Katyńskiego): Taki film musi powstać jak najszybciej! Jeżeli będzie zrobiony zgodnie z prawdą, zgodnie z dowodami, jakimi dysponujemy my – rodziny i zespół parlamentarny, będzie fabularnym przekazem tego, co się wydarzyło. Film może trafić do społeczeństwa bardziej, niż wykłady, spotkania czy artykuły, jak wiemy, nie zawsze rzetelne i prawdziwe. Niestety środki masowego przekazu są zdominowane przez tych, którzy twierdzą, że brzoza złamala skrzydło samolotu, piloci cztery razy podchodzili do lądowania, a członkowie załogi byli samobójcami, którzy na siłę chcieli lądować i doprowadzili do tragedii.

 

 

Czy ten film nie powstaje za wcześnie?

 

Myślę, że nie. Proszę zwrócić uwagę, kiedy zaczęły powstawać filmy o Powstaniu Warszawskim czy „Solidarności”. A nadal jest ich zbyt mało! Niestety temat został zmonopolizowany przez jednego reżysera. Powstawały filmy, takie jak „Kanał”, Człowiek z marmuru”, „Człowiek z żelaza” i wszystkie dotyczyły ważnych wydarzeń w dziejach narodu. Tragedia smoleńska również jest takim wydarzeniem. Dlatego jak najszybciej powinien powstać film, który pokaże ogrom tego nieszczęścia, jakie dotknęło nasz kraj.

 

 

Jak rozumiem, według Pana tragedia smoleńska wpisuje się w dziedzictwo Powstania Warszawskiego i innych wydarzeń tej rangi?

 

To jedno z najważniejszych wydarzeń naszej Ojczyzny! To wydarzenie, które spowodowało przełom i doprowadziło do zmiany orientacji politycznej Polski i sytuacji międzynarodowej. Gdy rządzący Polską rezygnują z oddania śledztwa sojusznikom – NATO czy Unii Europejskiej i oddają śledztwo wrogowi, to niewątpliwie mamy do czynienia ze zmianą orientacji politycznej. „Prawda was wyzwoli”, a prawdą leżącą u podstaw tragedii smoleńskiej jest Katyń. Zamordowanie polskich oficerów było aktem założycielskim PRL-u. Rosjanie mieli swoja wizję, którą absolutnie zrealizowali. Niezależnie, czy mieliśmy Rosję carską, komunistyczną czy putinowską, zawsze chcieli, aby Polska była krajem słabym i całkowicie podporządkowanym.

 

 

A jak ocenia Pan postawę Mariana Opani i Daniela Olbrychskiego, którzy odcinają się od filmu Antoniego Krauze?

 

Pamiętam 1981 r., gdy panowie Olbrychski i Wajda byli obecni podczas aktu erekcyjnego pomnika, który został skradziony. Jeden recytował wiersze, drugi stał w pierwszym rzędzie. Fakty historyczne się nie zmieniły, to oni się zmienili. Zawsze są stańczycy i kuglarze, a człowiek ma tylko jedną twarz. Kto ma miękki kręgosłup idzie tam, gdzie wieje wiatr, a kto ma sztywny kręgosłup - idzie pod wiatr i utrzymuje swoją postawę zawsze i w każdych okolicznościach. Trzeba o tym pamiętać.

 

 

Według Pana Opania i Olbrychski dostosowują się do panujących trendów?

 

Nie oceniam ich, ja tylko stwierdzam fakty. Może lepiej, że nie grają w tym filmie? Opania grał donosiciela w „Człowieku z żelaza”, Olbrychski też swoje zagrał i nie widzę powodów, żeby koniecznie musiał występować w filmie o Smoleńsku. Myślę, że Krauze wybierze takich aktorów, którzy będą wczuwali się i identyfikowali z ofiarami katastrofy smoleńskiej. Będzie to miało większą wartość, niż nazwiska i wątpliwa reputacja wcześniej wspomnianych aktorów.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Rozmawiał Aleksander Majewski