Andrzej Melak, brat śp. Stefana Melaka: Występowaliśmy do polskich władz o dostęp do raportu z prac komisji ministra Jerzego Millera przed upublicznieniem tego dokumentu. Skierowany został apel m.in. do Bartosza Arłukowicza, który zajmuje się sprawami osób wykluczonych w Kancelarii Premiera. On - także jako lekarz – powinien wiedzieć, w jakiej jesteśmy sytuacji i traumie. To powinno go skłonić do wsparcia naszego postulatu. Od naszego apelu minęło już kilka tygodni. Niestety do tej pory nie mamy żadnej odpowiedzi. Zgodnie z ludzkim postępowaniem oraz praktyką krajów cywilizowanych, w których rodziny mają dostęp do tego typu raportów przed ich upublicznieniem, nasza prośba powinna zostać przyjęta. Jej odrzucenie odbierzemy jako jeden z elementów dręczenia nas.
Mecenas Hambura zwrócił się również do Rzecznik Praw Obywatelskich oraz szefa SLD Grzegorza Napieralskiego o wsparcie naszych postulatów. Chcemy poruszyć każdy organ rządowy, który w jakikolwiek sposób mógłby wpłynąć na decyzję premiera. Jednak Donald Tusk jest wciąż nieugięty i zajęty prawdopodobnie nie tłumaczeniem raportu, ale jego wygładzaniem lub próbą ucywilizowania. My znamy doskonale język polski. Nam raport w języku polskim wystarczy, nie musimy mieć jego tłumaczenia na angielski, rosyjski czy chiński.
Liczymy na dostęp do raportu Millera przed jego upublicznieniem, ponieważ chcemy się przygotować na ustalenia komisji. Tam mogą być zawarte różne wiadomości. Doświadczenie i głosy ludzi, którzy pracowali w komisji – np. prof. Żylicza, wskazują, że możemy się spodziewać najgorszego, czyli powtarzania przyjętej kilka godzin po katastrofie oficjalnej wersji dot. przyczyn tragedii. Ona mówi o winie pilotów, naciskach na załogę, niefrasobliwości tych, którzy do Smoleńska i Katynia wylecieli. Chcemy wiedzieć, jako pierwsi o ustaleniach w tej sprawie, a nie dowiadywać się o nich za pośrednictwem mediów. W imię dobrze pojętego prawa obywateli oraz rodzin taka możliwość nam się należy.
Not. żar

