Marta Brzezińska: Mija równo dziesięć lat od Twojego wypadku. Wiem, że to może zabrzmieć niedorzecznie - ale czy dziś umiałbyś podziękować za to, co Ci się przydarzyło?

 

Jasiek Mela: Z perspektywy czasu widzę, że każde trudne doświadczenie jest bezcenną lekcją pokory. Każde z nich, zależnie od perspektywy, może być bezsensowną karą albo darem. Jasne, że na początku wypełniał mnie żal, złość i niezrozumienie, ale z czasem zrozumiałem, że albo pójdę do przodu i będę się starał cieszyć z życia, albo zostanę w miejscu.

 

Pytam o dziękowanie, ponieważ numer "Niecodziennika" na łamach, którego ukaże się nasza rozmowa jest poświęcony dziękczynieniu. Na pierwszy rzut oka, facet, który stracił w wypadku rękę i nogę nie ma za co dziękować. Ty za co dziękujesz, kiedy budzisz się każdego kolejnego dnia?

 

Może to nie brzmi optymistycznie, ale życie mnie nauczyło, że niestety zawsze może być gorzej. Zaś porównanie się do tych, którzy mają gorzej, szybko pokazuje, za co możemy dziękować. Ja oczywiście nie jestem w tym mistrzem świata, ale staram się cieszyć z drobnych rzeczy. Raczej mało który dorosły potrafi emanować szczęściem ciesząc się ze skakania po kałużach w czasie deszczu, ale warto zostawiać w sobie taki element dziecinności.

 

(...) 

 

Jak to możliwe, żeby zachować wiarę, kiedy na człowieka spada tyle nieszczęść na raz?

 

Ciężkie doświadczenia zmuszają do myślenia, a myślenie rozwija. Nie żebym miał się za kogoś niesłychanie rozwiniętego, ale z pewnością mój wypadek namnożył mi powodów do przemyśleń i walki o swoje życie. To tak naprawdę w trudnych momentach najbardziej czułem wsparcie rodziny, czułem, że ona jest potrzebna. Przeżyłem wypadek mając 13 lat. Przed nim byłem niepokornym obrażonym nastolatkiem. Leżąc w szpitalu opowiadałem rodzicom, jak marzę, by być z nimi w domu. Później oczywiście znów byłem walczący, także z nimi, ale to doświadczenie uświadomiło mi, że rodzice zawsze są i będą gdzieś obok i że są dla mnie niezmiernie ważni. Tak naprawdę każdy z nas ma obok kogoś bliskiego, choć często ślepo takiej osoby czy osób nie zauważamy. Gdy to zauważymy i docenimy, możemy się czuć na swoim miejscu, a nie ma chyba bardziej niezwykłego uczucia, niż uczucie bycia potrzebnym.

 

Rozmawiała Marta Brzezińska

 

Całość rozmowy można przeczytać w najnowszym numerze "Niecodziennika", wydanego z okazji zbliżającego się Święta Dziękczynienia. Jeszcze jutro będzie on rozdawany w pobliżu stacji warszawskiego metra oraz w warszawskich parafiach.