Megakościoły to wielkie wspólnoty protestanckie w Stanach Zjednoczonych Ameryki. Ich członkowie uczestniczą w nabożeństwach z multimedialną oprawą, prowadzonych przez charyzmatycznych pastorów, często nie przyznających się do żadnej denominacji. Tradycyjne wspólnoty zarzucają im odbieranie sobie wiernych. Kogo konkretnie odbierają im megakościoły?
W opublikowanym niedawno raporcie Instytutu Hartforda Badań nad Religią szczególnie rzuca się w oczy niższy średni wiek uczestników "meganabożeństw". 44 proc. z nich to osoby w przedziale wiekowym 25-44 lat. To oni dominują w tej grupie. Zupełnie inaczej jest wśród członków kościołów protestanckich – choć także tutaj najwięcej osób ma koło trzydziestki (30 proc.), to aż 28 proc. należy do grupy najstarszej wiekowo – powyżej 65 roku życia. Jedynie co dwudziesty protestant ma poniżej 24 lat. Wśród członków megakościołów w tym wieku jest co piąta osoba.
Przeciętny uczestnik nabożeństw w megakościołach jest także lepiej wykształcony i lepiej zarabia, niż chrześcijanie należący do innych wspólnot protestanckich. Są też częściej samotni – jedynie połowa z nich znajduje się w związku małżeńskim. Co trzeci "megaprotestant" jest samotny (10 proc. w grupie pozostałych protestantów). Także wyższy jest odsetek osób rozwiedzionych lub w separacji (14 proc. w porównaniu do 10 proc. wszystkich).
Co najbardziej przyciągnęło ich do megakościołów? Najczęściej wymieniane są: sposób głoszenia Ewangelii, osoba lidera wspólnoty i reputacja kościoła. Najrzadziej nowi wierni tych wspólnot wskazują grupy samopomocowe działające wewnątrz nich, a także – co ciekawe – przynależność wyznaniową grup.
Ta sytuacja nie dziwi publicystę Tomasza Terlikowskiego, autora książki "Kiedy sól traci smak. Etyka protestancka w kryzysie". - Te wspólnoty są oparte przede wszystkim na charyzmie lidera – mówi portalowi Fronda.pl. - Nie bez powodu największe kryzysy przeżywają one po śmierci lub po jakimś skandalu związanym z jego osobą – dodaje.
- Środki, jakich używają megakościoły, są tyleż religijne, co handlowe. Nie mają one głębokiej teologii, raczej marketing i proste recepty na życie – mówi publicysta w rozmowie z portalem Fronda.pl. - Stąd też te wspólnoty stanowią dobrą ofertę dla osób samotnych, szukających emocji, swoistej wspólnotowości – twierdzi publicysta "Wprost".
Terlikowski jest sceptyczny wobec wizji zaszczepiania tych wzorców na gruncie katolickim. - W jakimś stopniu najbliższy temu wzorcowi jest w Polsce o. Tadeusz Rydzyk. Ma podobny sposób bycia, jak teleewangelizatorzy, jest tak samo ważny dla swoich słuchaczy. I często daje proste odpowiedzi na skomplikowane pytania. Ale to i tak daleko idąca analogia – mówi publicysta.
- Sytuację, w której ksiądz zjeżdża na linie na ołtarz w towarzystwie chórów anielskich i ministrantów w skórach udających walkę z diabłem uniemożliwia liturgika. Dlatego nie ma zjawiska megakościołów katolickich czy prawosławnych. Tego zjawiska nie ma także w polskich wspólnotach protestanckich. Nie odbierając pewnych zasług megakościołom, uważam, że to dobrze – konkluduje Terlikowski.
sks
Ważne lektury:
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »




