Jednak nie powinniśmy ulegać różnym drogom, które będą nas prowadzić jak najdalej od tej praktyki, do innej rzeczywistości, niekoniecznie dla nas szczęśliwej. Przecież nie chcielibyśmy tego. Chcąc prawdziwie cieszyć się medytacją potrzeba trwania w niej.Tak najzwyczajniej. Może wydawać się to proste, ale jakże jest skuteczne! W dzisiejszym świecie, tak dynamicznie zmieniającym swoją postać, medytacja jest szansą, aby dać człowiekowi pewną stałość i oparcie. Ona pomoże zachować dystans wobec tylu zmian, które wokół nas zachodzą, a za którymi nie jesteśmy w stanie nadążyć. Medytacja chrześcijańska może dać nam coś, czego nie może dać nam świat… Ona jest drogą, którą na pewno dojdziemy do celu naszej podróży, tej ziemskiej podróży… Medytacja daje inne spojrzenie na rzeczywistość świata widzialnego. Wskazuje, że jest coś, co otwiera nam perspektywę na zupełnie inny świat.

Z drugiej strony medytacja nie jest czymś, dzięki czemu od razu osiągamy to, co chcemy. Ona uczy pokory i cierpliwości. Ona uczy tego, że do wszystkiego trzeba dojrzeć. Nie daje niczego w tani i szybki sposób. W przeciwnym wypadku byłaby tylko jedną z ofert na światowym rynku. Medytacja nie jest też doczesną rozrywką, dzięki której mamy się odprężyć, naładować akumulatory, aby potem móc znowu porwać się wirowi współczesności. Ona wskazuje na skutki zbytniego pochłonięcia się sprawami dnia codziennego. Dzięki medytacji odkrywamy, że pędząc w narzuconym nam tempie nie przybliżamy się do upragnionego celu. Ona daje sygnał, aby choć na trochę zatrzymać się i zastanowić nad tym, jakie naprawdę jest moje życie.

Wydaje się, że w dobie kultury masowej proponowany styl życia jest przeciwny takiej refleksji.

Brak propozycji spojrzenia we własne wnętrze, odpowiedzi na pytanie o przyczynę mego istnienia. To powoduje, że możemy czuć się obco, jakby nie w swoim kraju (choć możemy mieszkać w ojczyźnie). W takiej sytuacji trudno o poważną refleksjęnad początkiem swego istnienia. To jednak, co jest źródłem mego życia nie może zostać pominięte. Nawet w najbardziej zapracowanym i materialistycznie nastawionym człowieku przychodzi taka chwila, kiedy odczuwa on silnąwewnętrzną potrzebę spojrzenia w głąb siebie i powrotu do harmonii z sobą samym, stworzeniem i jego Stwórcą.

Medytacja uczy autentycznego zatrzymania się w kołowrocie życia. Każe spojrzeć na to, co jest obok nas, co jest przed nami, na to, co na nas czeka. Nie jest to tylko zatrzymanie się w sposób zewnętrzny, fizyczny, poprzez praktykowany bezruch. To jedynie początek do wejścia w inną rzeczywistość, w coś, co nie do końca dostrzegamy, rozumiemy, a zarazem nie jesteśmy w stanie w pełni poznać. To otwarcie się na źródło naszego istnienia. To zastanowienie się nad tym, kim tak naprawdę jestem i co myślę o swoim życiu, o świecie. To próba odpowiedzi na pytanie o sens mojego życia, sens, w który być może zwątpiłem, w który już nie wierzę. Medytacja jawi się tutaj, jako coś, co może mi pokazać początek mego istnienia. Regularna praktykowanie medytacji, trwanie w niej, nie pozostawia mnie obojętnym na świat, którego nie widzę. Każe spojrzeć dalej, poza to, co doświadczają zmysły mego ciała.

W zewnętrznym obrazie może się wydawać, że medytacja nie przedstawia niczego atrakcyjnego. Nie ma tu spontanicznej modlitwy uwielbienia czy radosnych śpiewów. Co więcej, może sprawiać wrażenie czegoś nudnego. Przecież tutaj pozornie nic się nie dzieje. Widać tylko siedzącą osobę. Nic więcej. Czy to ma być zachęcające? To ma prowadzić do modlitwy? Jednak w postawie medytacyjnej człowiek może odnaleźć coś, co sprawi, że nie będzie już pochłonięty bez reszty tempem życia. To tu może odnaleźć pokój, radość, miłość…

Dlaczego tak może się stać? Czy jest to zasługa medytującego? Bynajmniej. Odpowiedź znajdujemy w Ewangelii z ostatniej niedzieli. Trwanie w medytacji może dać ukojenie naszego serca, ponieważ jest to trwanie w Chrystusie. „Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity” (J 15,5).

Człowiek medytujący przedstawia osobę zawierzenia, która złożyła swoją nadzieję nie w sobie samym, ale w Tym, do Kogo się zwraca. To dzięki Chrystusowi możemy przemienić swoje serce. Sami nie posiadamy takiej mocy. Trwanie w medytacjiprowadzi do przekonania, że nie ode mnie wszystko zależy, ze to nie ja uzdrowię ten świat. Chrystus mówi nam wyraźnie: „beze Mnie nic nie możecie uczynić” (J 15,5). Trwanie w medytacji pozwala na połączenie rzeczywistości widzialnej z niewidzialną. To otwarcie się na perspektywę, dzięki której możemy dokonać nieskończenie wiele dobra. „Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni” (J 15,7). Radość z dokonanego dobra nie będzie tylko nasza, ale również samego Boga: „Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się  moimi uczniami” (J 15,8). Jeżeli więc trwamy w medytacji, trwamy w tej modlitwie serca, to możemy być pewni, że nadzieja nas nie zawiedzie, ponieważ zapewnia nas o tym sam Chrystus. „Kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony” (Mt 10, 22b).

Brunon Koniecko OSB

Źródło: www.ps-po.pl