Fronda.pl: Jaki jest stan świadomości politycznej Polaków?
Dr Piotr Załęski: Jeśli przyjmiemy, że świadomość polityczna to wiedza o polityce, to stan tej świadomości jest słaby. W Polsce wiedzę naukową przekazuje się w szkole i na uczelniach wyższych. Jednak głębszą wiedzę o polityce poznają właściwie tylko studenci niewielu kierunków. W związku z tym nawet ludzie z wyższym wykształceniem mieli kontakt z nauką o polityce tylko na poziomie wykształcenia średniego, a dziś – gimnazjalnego i ponadgimnazjalnego. Do tego dochodzi wiedza paranaukowa, związana z odbiorem mediów. A media, także mainstreamowe, bardzo często upraszczają rzeczywistość, manipulują.
Ale mówi się, że jesteśmy narodem rozpolitykowanym.
Znaczna część ludzi, w Polsce około 30 procent, rzeczywiście deklaruje, że interesuje się polityką. Jednak zainteresowanie nie oznacza wiedzy. Jeśli zadamy pytanie np. czym jest demokracja, to okaże się, że pojęcie to rozumie i jednocześnie jest w stanie zwerbalizować mniej niż 20 procent Polaków. W prowadzonych przeze mnie badaniach ludzie często mówili, że demokracja jest dobra, ale najlepsza demokracja byłaby wtedy, gdyby istniała tylko jedna partia. To pokazuje zupełny brak zrozumienia podstawowych pojęć. Oczywiście wiedza pojęciowa jest najtrudniejsza, jednak z innymi typami wiedzy o polityce też nie jest dobrze. Jeśli zapytamy ludzi na przykład o to, kto rządzi w Polsce, to otrzymamy odpowiedź, że prezydent, a część osób powie, że rząd, ale to będzie odpowiedź tylko na zasadzie podobieństwa słów, a nie realnej znajomości określonych kompetencji.
Ale czego oczekiwać od tzw. zwykłego Polaka, skoro parlamentarzysta z kilkunastoletnim stażem, kandydujący na najwyższy urząd w państwie, ma problemy z wiedzą o polityce, związaną np. z krajami członkowskimi UE czy przepisami konstytucji. Takie błędy popełnia człowiek z wyższym wykształceniem, którego zawód jest wprost związany z polityką. Nie oczekujmy więc od ludzi, którzy zawodowo zajmują się innymi rzeczami, że w wolnych chwilach będą zgłębiali wiedzę o polityce. Na ogół nie mają na to ochoty, czasu lub możliwości.
Czy w Polsce jest fatalnie, czy też brak wiedzy o polityce to standard?
Nie chcę mówić, że w Polsce jest jakoś straszliwie źle. W innych krajach z wiedzą o polityce jest podobnie. Pamiętajmy, że polityka nie jest czymś, co pasjonuje ogromne rzesze ludzi. A nawet jeśli interesuje, to na ogół zrywowo. Nie ma jednak takiego społeczeństwa, w którym każdy wie o polityce coś znaczącego, więc Polska nie odbiega od średniej. Słaby poziom wiedzy o polityce jest typowy.
W Polsce niepokojące jest to, że ci, którzy kończyli szkoły ponadgimnazjalne czy wcześniej, ale w nowej rzeczywistości, 8-letnią szkołę podstawową i liceum, mają często dużo mniejszą wiedzę z zakresu polityki niż słabiej wykształcone pokolenie ich rodziców. W badaniach spotykałem się z sytuacją, że większą wiedzę o polityce miał ojciec z wykształceniem podstawowym niż jego syn, posiadający wyższe wykształcenie, zdobyte już w nowej rzeczywistości.
Co ma największy wpływ na rozumienie przez ludzi polityki?
Moim zdaniem to rodzina i media w największym stopniu socjalizują politycznie. Wpływu szkoły na te kwestie nie należy przeceniać. Wyniki socjalizacji politycznej prowadzonej przez szkołę są raczej mizerne. Szkoły czasami nie mają kompetentnych nauczycieli, czasami nauczycielom nie chce się prowadzić lekcji WOS-u, z drugiej strony reformy szkolnictwa prowadzą do ograniczania przekazywanej uczniom wiedzy, stawiając teoretycznie na stronę praktyczną. Wydaje się więc, że głównym kreatorem wiedzy o polityce są media mainstreamowe, które wypada czytać, czy media tabloidowe. To one dają wiedzę o polityce oraz kreują postawy odbiorców. Bardzo dobrze widoczne było to po katastrofie smoleńskiej. Przez zmianę obrazu Lecha Kaczyńskiego w mediach doszło do przewartościowania jego prezydentury wśród Polaków. Przed katastrofą smoleńską około 20 procent badanych mówiło, że to dobra prezydentura, a obecnie zaledwie 20 procent mówi, że ona była zła. Oczywiście sama katastrofa oraz uwarunkowana kulturowo niechęć do krytykowania zmarłych wpłynęły na taką zmianę, ale znaczenie miała również zmiana retoryki mediów. Pamiętajmy, że dla ludzi głównym źródłem wiedzy o polityce są właśnie media.
Czy świadomość polityczna wiąże się ze zdobytym wykształceniem?
Tak, to ma ze sobą związek. Nie można jednak powiedzieć, że wykształcenie daje wprost wiedzę o polityce. Na pewno pomaga w jej werbalizacji. Należy jednak pamiętać, że obecnie mamy do czynienia z ogromną liczbą szkół wyższych i często dochodzi do deprecjacji wyższego wykształcenia. Można zdobyć dyplom studiów prezentując sobą bardzo kiepski poziom.
Na marginesie zwróćmy uwagę, że 10 lat temu w mediach meinstreamowych czy w środowiskach elity nie mówiło się np. zupełnie o korupcji w Polsce. W środowiskach salonowych nie było miejsca na takie rozmowy, bo nie wypadało. Natomiast przeciętny Polak wiedział, że korupcja w kraju była mocno obecna, ta kwestia była obecna w dyskursie potocznym. Potem okazało się, że jednak korupcja jest, więc to nie elity miały rację w tej sprawie. Czasem zatem wykształcenie świadomości może nie sprzyjać.
W Polsce ludzie z wyższym wykształceniem chętniej głosują na PO. To znaczy, że ci, którzy lepiej rozumieją politykę, są wyborcami Platformy?
W mediach często używa się takiego skrótu myślowego, że wykształceni głosują na PO. Jednak to jest nadużycie i zwrot publicystyczny. Można tylko powiedzieć, że wykształcenie pozytywnie koreluje z głosowaniem na Platformę Obywatelską. Można się zastanawiać, z czego to wynika. Być może rację miał jeden z publicystów, pisząc, że dla części wyborców głosowanie na kandydata PO miało znaczenie kompensacyjne. Niektórzy chcą być elitą społeczną i głosują na partię – a w tym wypadku na kandydata partii – kreowaną na reprezentację takich ludzi. Niektórzy z kolei mieliby głosować na Platformę, bo to jest cool i tak wypada.
W jaki sposób PRL-owska przeszłość wpływa na politykę i jej rozumienie?
Na pewno przeszłość nadal rzutuje na polską politykę. Oczywiście w dużo mniejszym stopniu niż w okresie postkomunizmu, który w sensie symbolicznym zakończył się moim zdaniem 5-6 lat temu. Wpływ kwestii PRL-u w sposób naturalny będzie coraz mniejszy. Ostatnie wybory pokazały, że już teraz mamy szanse na skonstruowanie lewicy na bazie programu, a nie życiorysu. Nawet przy złej woli trudno bowiem określić dzisiejszego szefa SLD mianem postkomunisty. Również w PiS do głosu dochodzi pokolenie socjalizowane w schyłkowym PRL-u i początku lat 90.
Warto jeszcze dodać, że z badań jakościowych, jakie prowadziłem, wynika, iż wiele osób nie łączy takich pojęć jak postkomunizm czy "Solidarność" z dzisiejszą polityką czy politykami.
W jaki sposób poziom wiedzy politycznej wpływa na podatność na manipulacje?
Dokładna odpowiedź na takie pytanie wymagałaby przeprowadzenia odpowiednich badań. Jednak na pewno można stwierdzić, że na człowieka świadomego i wykształconego proste manipulacje działają w ograniczonym stopniu. Wykształcenie i intelekt sprawiają, że te najprostsze manipulacje się wyłapuje. Media mainstreamowe manipulują natomiast w sposób bardziej wyszukany, wyrafinowany.
Polacy po katastrofie smoleńskiej mówili, że otworzyła im ona oczy właśnie na manipulacje mediów. Czy może ona na trwałe zmienić świadomość polityczną Polaków?
Na stałe raczej nie, ale przez jakiś czas ma ona szanse zmienić sposób patrzenia Polaków na politykę. U niektórych ludzi taka zmiana zostanie na dłużej, u innych jednak, by się utrzymała, musi być odświeżana co jakiś czas – inaczej zaniknie. Kluczowe jest pytanie o to, jakie media będą zainteresowane tym, by taką zmianę odświeżać. Media mainstreamowe – zapewne nie, zaś media publiczne zostaną najprawdopodobniej podporządkowane obozowi rządzącemu. Na razie obserwujemy takie silne odświeżenie po wyborach prezydenckich z inicjatywy prezesa Kaczyńskiego i tzw. prawicowego skrzydła PiS-u.
Czy przy okazji zbliżających się wyborów samorządowych może dojść do takiego odświeżenia?
Tak, jeśli w mediach pojawiać się będą systematycznie akcenty związane z katastrofą smoleńską. Jednak należy pamiętać, że wielka polityka w wyborach samorządowych obecna jest właściwie tylko w Warszawie. W mniejszych miejscowościach rządzą się one zupełnie innymi prawami. W związku z tym te wybory w mniejszym stopniu sprzyjają takiej akcji niż wybory prezydenckie czy parlamentarne.
Skąd według Pana bierze się tak duża popularność Platformy Obywatelskiej? Wygrała ona wszystkie wybory od 2007 roku.
Od 2006 roku mamy do czynienia z bardzo silnym podniesieniem stopy życiowej Polaków, średniego wynagrodzenia. To bardzo sprzyja Platformie. Podobnie jak fakt, że kryzys na razie nie dotknął Polski w tym stopniu co inne kraje UE. To ważne kwestie, bo zadowolenie z własnej sytuacji materialnej, jej poprawa a także pozytywna, nawet relatywnie, ocena sytuacji kraju mają przełożenie na głosowanie wyborcze.
Politycznie Platformie sprzyjała sytuacja kohabitacji. Mogła bowiem obarczać winą za brak reform prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Teraz zobaczymy, jak PO wybrnie z sytuacji, w której nie będzie mogła mówić, że nie robi wiele, bo prezydent Kaczyński zawetuje.
Wreszcie, na popularność PO wpływa także postawa mediów mainstreamowych. Platforma wciąż korzysta z efektów silnej nagonki z lat 2006-2007, kiedy mówiło się, że rządy PiS to zagrożenie dla demokracji. W tych wyborach prezydenckich także straszono "kaczyzmem", "recydywą IV RP". Nawet premier Tusk uciekał się do takiej retoryki.
Czy przed następnymi wyborami znów usłyszymy takie ostrzeżenia? Wielu komentatorów mówiło, że to już na Polaków nie działa.
Taka retoryka przemawia już do mniejszej liczby ludzi. Nie mam jednak wątpliwości – ostrzeżenia przez IV RP znów pojawią się w parlamentarnej kampanii wyborczej 2011 roku. W 2007 roku mieliśmy do czynienia po raz pierwszy z głosowaniem negatywnym w wyborach parlamentarnych. Znaczna część Polaków głosowała nie na PO, tylko przeciwko PiS. To zdaje się nadal działać. Mimo pewnych nieprawidłowości za rządów PO poparcie dla partii Tuska nie topniało aż do katastrofy smoleńskiej.
Czy głosowanie w wyborach wiąże się jakoś z poziomem świadomości politycznej?
Badania nie dają podstaw do łączenia tych zjawisk. Nie trzeba przecież mieć wiedzy, żeby stwierdzić, że Kaczyński to obciach, więc głosuję na PO, albo, że Tusk ma krew na rękach, więc głosuję na PiS. Większość decyzji wyborczych podejmowana jest właśnie w taki sposób, a nie na podstawie racjonalnych czy pararacjonalnych przesłanek. To jest rzadkość. Z kolei alienacja polityczna nie ma znaczącego związku z poziomem wiedzy o polityce.
To, co – oprócz wykształcenia, dochodu i miejsca zamieszkania miasto-wieś – wpływa na wyniki to stopień zachowania więzi w lokalnych społecznościach. Tam, gdzie nie doszło do ich degradacji, mamy większy odsetek głosujących na partie konserwatywne. W ostatnich wyborach na terenach będących kiedyś zaborem austriackim i rosyjskim wygrał prezes Kaczyński. W tej części województwa wielkopolskiego, która była również w zaborze rosyjskim, także – za wyjątkiem większych miast - zwyciężył prezes PiS. Natomiast Platforma zdobywa najlepsze wyniki na tzw. ziemiach odzyskanych. Jest to związane z mniejszym zakorzenieniem społecznym na tym obszarze.
Jak Pan, zajmujący się psychologią polityki, patrzy na Janusza Palikota? Skąd się bierze jego popularność?
Popularność lubelskiego posła moim zdaniem wynika w dużej mierze z zachowania mediów. On jest przez nie w sposób bardzo aktywny promowany. Niekiedy próbuje się pokazać, że on się retorycznie nie różni od polityków PiS-u. Jednak różni się zdecydowanie. To jest kwestia smaku. Moim zdaniem Janusz Palikot granice smaku i akceptowalnego poziomu kultury w życiu politycznym przekracza. Jacek Kurski może być kontrowersyjny, ale nie pamiętam, by przekroczył granicę smaku.
Może Jadwiga Staniszkis ma rację mówiąc, że Palikot to atrapa. Ale to tłumaczenie mnie osobiście nie przekonuje. Janusza Palikota postrzegam jako człowieka bardzo inteligentnego. Zastanawiam się, dlaczego obrał sobie rolę błazna w polityce. Przecież to człowiek z odpowiednim doświadczeniem, pieniędzmi, koneksjami, który mógłby na zupełnie innym poziomie uczestniczyć w życiu politycznym.
Rozmawiał Stanisław Żaryn
Piotr Załęski jest politologiem z Uniwersytetu Warszawskiego. Pracuje w Zakładzie Badań Wschodnich Instytutu Nauk Politycznych. Zajmuje się psychologią i socjologią polityki oraz kulturą polityczną w postradzieckiej Azji Centralnej.
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

