- Przed wojną na stole w sądzie stał krzyż. Była przysięga „na coś”, bo na tym polega sens przysięgi. Starozakonni przysięgali w obecności sędziego w bożnicy, protestanci w zborze. Ważne było aby przysięgać w tej religii, którą się wyznaje. Taka była wtedy zasada. Uczył mnie o tym mocno starszy sędzia w Wyszkowie. Podczas dużego procesu jakiejś bojki wiejskiej, najpierw wszystkim wytłumaczył, dlaczego muszą mówić prawdę, że kiedyś składało się przysięgę na krzyż, a teraz jest ona taka byle jaka, zrobił po prostu o tym wykład. Kazał później wszystkim wstać i powiedzieć przyrzeczenie, jednak w pewnym momencie je przerwał i kazał jednej z osób przesunąć nogę w lewo. Wezwał mnie potem do gabinetu i powiedział, że tutaj jest taki obyczaj, że jak ktoś trzyma nogę na szparze to może kłamać, więc jak oni trzymają ją na szparze, to on karze im ją przesuwać, bo wie co oni myślą. To była taka anegdota z rysem historycznym.
W amerykańskim sądzie są symbole religijne, czy w formie krzyży czy napisów. Biblia ma symbolizować porządek religijny. Dlaczego taka przysięga na Biblię jest potrzebna? Dlatego, że wymiar sprawiedliwości jest w fatalnym stanie. m. in. z tego powodu, że brak jest szacunku do sądu i występuje jego lekceważenie.
Obywatel, który przychodzi do sądu nie ma w sobie potrzeby, aby powiedzieć prawdę. Anglosaski system ma przepis, że jeśli ktoś powie nieprawdę składając zeznania, to nie jest skazywany, tak jak w Polsce za składanie fałszywych zeznań, ale jest skazywany za obrazę sądu. Mówienie prawdy wynika z potrzeby okazania szacunku dla sądu, a w Polsce to zeznawanie jest podyktowane tym, że świadkowie albo chcą, albo nie chcą pomóc oskarżonemu. Znam to z mojej wieloletniej praktyki.
Nie ma nie tylko szacunku do sądu, ale również nie ma zastanowienia, czego nie niosą ze sobą zeznania. Nie ma wyobraźni dotyczącej konsekwencji takiego działania.
Źle się stało, że w 1989 r. jedną z pierwszych rzeczy jakie zrobiono w reformie nowego państwa to zmniejszono z 5 do 3 lat sankcję karną za fałszywe zeznania. Dano sygnał, że państwo zakłada, że ludzie w sądzie nie mówią prawdy.
W Polsce po 1946 r. w systemie komunistycznym wymuszano nieprawdę. Ludzie bici i katowani, przywożeni do sądów mówili to, co im kazano. Nigdy nikt nie poniósł za takie czyny odpowiedzialności. Ani ci co wymuszali, ani ci co tak zeznawali, bo w procesie mogliby powiedzieć, że to mówienie nieprawdy nie wynikało z ich zlej woli, ale z tego co z nimi wówczas robiono.
Ilość ludzi, która mówiąc nieprawdę chce kogoś obciążyć rośnie w Polsce z dużą szybkością. Mam przekonanie, że sądowi coraz mniej dziś zależy na wyjaśnieniu tego jaka była prawda.
Kryzys w państwie jest oparty, w moim przekonaniu o to, że władza kontaktuje się z obywatelem i społeczeństwem głównie przez sąd. Nie jest dobrze jeśli sąd nie wzbudza zaufania, bo powinien być miejscem gdzie obywatel nabywa szacunku do państwa, poczucia bezpieczeństwa, że jeśli będzie musi się działa krzywda, to pójdzie do sądu i to zostanie naprawione. Jest z tym coraz gorzej.
Przysięga na Biblię byłaby po prosto podniesieniem poprzeczki w zakresie wymagania od świadków mówienia prawdy – dodaje Bednarkiewicz.
Not. Jarosław Wróblewski
Przeczytaj: Jachowicz: Jestem_za_tym,_aby_w_sadzie_przysięgać_na_Biblię

