- Wysłałem ostatnio znajomym zdjęcia naszych jezior i okazało się, że myśleli, iż są to fotografie z Nowej Zelandii. Niektóre widoki zapierają dech w piersiach – mówi ks. Rafał Chwałkowski w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej". - Tu jest tak pięknie, że aż czuje się obecność Boga, bo tylko on mógł stworzyć coś tak doskonałego - dodaje.

 

Kapelan żeglarzy nie zgadza się z opinią ekologistów, że medialny sukces będzie jednocześnie gwoździem do trumny dla przyrody regionu. - Oczywiście, można by na całe Mazury rozszerzyć strefę ciszy, ale chyba nie chodzi o to, by zamienić je w jeden wielki skansen. Ekologia i dbanie o przyrodę są bardzo ważne, ale nie można przesadzać. Nie możemy doprowadzić do tego, że uciekną stąd wszyscy turyści. Pamiętajmy, że wielu mieszkańców Mazur żyje z turystyki – mówi kapłan.

 

Jednocześnie wskazuje na realne zagrożenie dla Mazur ze strony pseudo-żeglarzy. - Przyjeżdżają na Mazury na kilka dni, wynajmują żaglówki i zaczynają pić. Są naszą prawdziwą zmorą. Wyrzucają śmieci gdzie popadnie, przeszkadzają wędkarzom, itd. Często są tak pijani, że powodują wypadki – skarży się ks. Chwałkowski. - Niestety ,tacy ludzie szargają dobre imię zdecydowanej większości żeglarzy, którzy przyjeżdżają do nas, by przeżyć wspaniałą przygodę i cieszyć się mazurską przyrodą – dodaje.

 

sks/Rz

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »