Robart Mazurek: W dobie Internetu papier w ogóle jest spóźniony.

Grzegorz Górny: Dlatego my, nie rezygnując z wydawania pisma, założyliśmy portal internetowy. Zmienił się świat i nie da się być oddziałem komandosów w kwartalniku.

"Krytyka Polityczna" daje radę.

A czytałeś ją?

Zwariowałeś?

Tego się nie da czytać, a zamęt czynią dzięki sprawnemu marketingowi i wpływowym przyjaciołom, a nie przez pismo.

(...)

Ale forum to ważna część waszego środowiska.

Czym innym jest portal Fronda.pl, na którym staramy się opisywać i komentować rzeczywistość, a czym innym forum internetowe, które jest miejscem otwartym, takim Hyde Parkiem.

(...)

A kiedy Górny – imprezowicz i reporter zaczął się przeobrażać w Górnego – założyciela "Frondy"?

W 1991 roku zamordowano mojego przyjaciela ze studiów. Bardzo mocno wtedy do mnie dotarło, że równie dobrze ja mógłbym być na jego miejscu. Z wielką siłą przyszły do mnie pytania: Co jest w życiu naprawdę ważne? Co jest dobre, a co złe? I zrozumiałem, że tych pytań nie da się już zagłuszyć pracą.

I wyjechałeś na Ukrainę.

"Życie Warszawy" zaproponowało mi, bym został ich korespondentem w Pradze lub tam. Praga wydała mi się zbyt oczywista, pewnie wsiąkłbym w tamte piwiarnie, a tu miałem swoją paradygmatyczną podróż na Wschód, ex oriente. Orient, czyli kierunek, orientacja.

No i znalazłeś.

Spotkałem ludzi, którzy zrobili na mnie niesamowite wrażenie, bo zachowali wiarę w czasie prześladowań. Iwan jako student medycyny trafił do łagru. Nie wydał nikogo w śledztwie. "Ty jesteś religijny fanatyk. Zrobię wszystko byś stamtąd nigdy nie wrócił" – usłyszał. Dostał 20 lat i trafił do Karłagu 1, pod Karagandą, miejsca, które Sołżenicyn nazwał Doliną Śmierci.

Jak przeżył?

Podupadł na zdrowiu i trafił do lazaretu. Tam miał sen: tonął w morzu, ostatkiem sił dopłynął do wysepki i w zaroślach znalazł wiklinowy kosz, a w nim płaczące bliźniaczki. Rano felczer zaproponował mu, by pomagał w szpitalu. Po jakimś czasie do łagru trafił jeden z najlepszych chirurgów prof. Kolesnikow, który uczynił Iwana swoim pomocnikiem. Razem z profesorem był dopuszczany do najtrudniejszych operacji. Kiedy wyszedł w 1956 roku po amnestii, szybko stał się jednym z najsłynniejszych chirurgów na Ukrainie.

Kiedyś pod nóż trafił mu tamten enkawudzista. Iwan przed operacją spytał go, czy wie, kim on jest. "Specjalnie ciebie wybrałem, bo tylko tobie mogę zaufać. Ty nie zdradziłeś swoich przyjaciół". To była wiara, o której świadectwo wydał nieprzyjaciel. Później chirurgowi urodziły się bliźniaczki, a jedna z nich, Angelika, została moją żoną.

Czym innym jest fascynacja niezłomnością teścia, a czym innym podążanie tą drogą. Nie rozumiem, skąd ta przemiana.

Wcześniej obłożyłem się książkami: Pascal, Dostojewski, Simone Weil, ale szybko zrozumiałem, że poznanie rozumowe ma swoje granice. Że ono może podpowiedzieć, iż istnieje Pierwszy Poruszyciel, Stwórca, ale jaki to jest Bóg? Tu rozum dochodzi do ściany.

Co wtedy?

Wiedziałem, że odpowiedzi na to pytanie muszę szukać w życiu. A w życiu spotkałem takich ludzi jak mój teść, który opowiadał, że był zamknięty w karcerze przez kilka tygodni i to były najszczęśliwsze chwile w jego życiu, bo czuł, że jest sam na sam z Bogiem, i kiedy otworzyli karcer, to nie chciał wyjść. Spotkałem w końcu Angelikę, która jest dla mnie chodzącym przykładem miłości, wiary, i jej wpływ był ogromny, bo to była odpowiedź znaleziona w życiu, nie w teorii.

(...)

Całość wywiadu w weekendowym wydaniu "Rzeczpospolitej".

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »