„Pamiętacie te tłumy wstrząśniętych obywateli w milczeniu gromadzące się przed pałacem prezydenckim? Pobladłe twarze i zaczerwienione oczy. Łamiące się głosy prezenterów telewizyjnych. Morze zniczy na chodniku. Pamiętacie to wszystko? Na pewno, bo przecież tam byliście. I wy, i wasi przyjaciele. I przeciwnicy. Wszyscy byli i wszyscy przeżywali to samo - starzy i młodzi, zdrowi i chorzy, prawicowcy i lewicowcy”- wspomina nowy nabytek „Gazety Wyborczej”. "Dziś Maciej Łopiński tęskni do tamtej atmosfery, mówiąc: "Chcielibyśmy znowu poczuć się jednym narodem, wspólnotą". Świetnie. Tylko w takim razie - pytam polityków PiS- dlaczego to spieprzyliście? Straszliwie i nieodwracalnie. Dlaczego przekształciliście naszą wspólną żałobę w obłędny seans wrogości? Spuściliście z łańcucha agresywnych nawiedzeńców bredzących coś o bombach i zamachach, samolotach obezwładnionych 15 metrów nad ziemią, o Rosjanach mszczących się za Gruzję, o zdradzie polskiego rządu i polskiego prezydenta”- pisze Maziarski.
„Jeśli tak bardzo wam zależy na wspólnocie, to po co maszerujecie z pochodniami, miotacie nikczemne oskarżenia i obrażacie ludzi, którzy nie podzielają waszych poglądów politycznych? Jeśli marzy się wam jedność, to po co dzielicie? Jeśli dziś zapraszacie na Krakowskie Przedmieście, to czemu wcześniej odpychaliście?”-pyta publicysta i zapewnia, że jego nie będzie 10 kwietnia na Krakowskim Przedmieściu. Dlaczego Pan Maziarski nie zaszczyci „pisowców” swoją obecnością? „Bo nie chcę już mieć z wami nic wspólnego. Sami sobie organizujcie swoje polityczno-żałobne festyny. Sami sobie słuchajcie rymowanek Pietrzaka, deklamacji Rymkiewicza, mądrości Pospieszalskiego”- pisze Maziarski, który błyskotliwie zauważa też, że polscy prawicowcy trzymali w Budapeszcie hasło Orbán na premiera Polski". „Orbana Węgrzy raczej nie wypożyczą, bo go akurat sami używają. Ale właśnie w tym tygodniu po skandalu z plagiatem pracy doktorskiej podał się do dymisji tamtejszy prezydent Pal Schmitt. Chwilowo jest wolny, więc może go przyślą do Warszawy? Bardzo ładnie by się prezentował pod ruchomym namiotem na Krakowskim Przedmieściu”- zauważa jak zawsze błyskotliwie Wojciech Maziarski, który rzecz jasna ma rację. To PiS zaczął wojnę na Krakowskim Przedmieściu i to PiS szydził sobie z polityków PO, którzy zginęli w Smoleńsku. Na dodatek to PiS wbijał kołek w serce żałoby narodowej po 10 kwietnia, robiąc wszystko by trwała ona jak najkrócej. Nikt inny. To w końcu Kaczor inspirował Palikota do mówienia o krwi na rękach pasażerów lotu i to Kaczor wpadł na sprytny plan wyniesienia krzyża spod Pałacu Prezydenckiego...
Ł.A/Gazeta Wyborcza

