„W związku z nieoczekiwaną rezygnacją Jacka Żakowskiego i zwolnieniem jednej miejscówki na okładce książki "Resortowe dzieci" zwracam się do wydawnictwa Fronda z uprzejmą prośbą o rozważenie możliwości zapełnienia pustostanu po Żakowskim mną. Prośbę motywuję chęcią rozwiania podejrzeń na temat mojej przeszłości. W latach 2001-06 pracowałem w jednej redakcji z Michałem Karnowskim, który wówczas jeszcze miał zadatki na zwykłego publicystę, a nie tylko "niepokornego". Do głowy mi w tamtym czasie nie przyszło, że ta współpraca może się w przyszłości położyć cieniem na moim wizerunku” - oznajmia Maziarski.
„Zresztą biała plama na okładce brzydko wygląda, więc moja prośba powinna być Państwu na rękę. W przypadku pozytywnego rozpatrzenia mojego wniosku zobowiązuję się godnie pełnić funkcję resortowego dziecka, by nie przynieść wstydu Wydawnictwu ani Autorom książki. Moje dotychczasowe dokonania dowodzą, że prośba o umieszczenie mnie w okładkowym gronie nie jest uzurpacją. W przeszłości wielokrotnie wyrażałem brak wiary, że to był zamach, oraz brak przekonania, że Lech Kaczyński był największym prezydentem tysiąclecia. W dodatku publicznie śmiałem się z Antoniego Macierewicza, insynuując, że jest osobą niezrównoważoną” - dodaje Maziarski.
„Zdaję sobie oczywiście sprawę, że zaskakująca rezygnacja Jacka Żakowskiego z udziału w okładce wyzwoliła wielkie nadzieje w społeczeństwie. Zapewne nie tylko ja ubiegam się o miejsce po nim. Dlatego, gdyby to mogło zwiększyć moje szanse, jestem gotowy udzielić pożyczki Dorocie Kani” - podkreślił na koniec.
TPT/Wyborcza.pl
