Naczelnemu „Newsweeka” nie przyjdzie przy tym do głowy, że bezwarunkowy, absolutny sprzeciw wobec zabijania niewinnych dzieci jest psim obowiązkiem każdego katolika. I nie ma znaczenia, czy jest to biskup czy świecki publicysta. Każdy musi mieć w tej sprawie poglądy identyczne. Jeśli ich bowiem nie ma stawia się poza Kościołem. Stąd to nie biskupi mówią językiem Terlikowskiego, tylko i jedni i drudzy mówią językiem Kościoła, o sprawach, które są oczywiste, dla każdego, kto nie stracił resztek sumienia.



Ale to nie jedyny ukazujący skrajną niewiedzę, albo groźny populizm fragment tekstu Maziarskiego. Publicysta ten porównuje ruchy pro life do komunistów. A przecież jeśli ktoś prezentuje poglądy komunistyczne w tej sprawie to jest to Maziarski, a nie ja. To komuniści – w Rosji, a także w Polsce – wprowadzili prawo do zabijania. Każdy kto się pod nim podpisuje nawiązuje więc do tradycji Lenina i Stalina. I dobrze, by było by własnych korzeni nie przypisywał innym.



Zabawnie brzmią też przekonywania, że fakt, iż Kościół chce zakazać zabijania wynika z utraty wiary w swoją duszpasterską moc. Otóż to, że nie wolno zabić Maziarskiego (i chwała Bogu) jest zapisane w prawie, i mam wrażenie, że sam Maziarski nie byłby zachwycony, gdyby to wykreślono, pod hasłem, że przecież wystarczy odpowiednio uformować sumienia, by ludzie nie mieli ochoty go zadusić. Zakaz zabijania Maziarskiego nie jest „rozwiązaniem skrajny, zdradzającym fanatyczną gorliwość i bezkompromisowość”, to absolutna podstawa. I podobnie jest z dziećmi poczętymi.



Nieuczciwością jest także sugerowanie, że nowe prawo nie będzie respektowane. Otóż zapewne nie będzie, ale nie ma takiego prawa, które jest respektowane przez wszystkich. Gdyby tak było to policja nie byłaby potrzebna. I Maziarski o tym świetnie wie, ale, by usprawiedliwić prawo do zabijania dzieci – udaje, że nie wie. To zaś pokazuje, że jest zwyczajnie nieuczciwy.



Tomasz P. Terlikowski