Dobra powieść sensacyjna z polityką w tle, to nie lada gratka dla polskiego czytelnika. Tym bardziej, gdy w beletrystyce możemy odnaleźć przysłowiowe drugie dno, a (podobno) fikcyjne postacie, wydarzenia i instytucje kryją w sobie prawdę o wspołczesnej Polsce. 

 

Autor powieści to postać, której nikomu przedstawiać nie trzeba. Witold Gadowski to - bez wątpienia - jeden z najbardziej cenionych polskich reporterów o czym świadczą nie tylko liczne nagrody dziennikarskie (warto wymienić chociażby "Watergate", przyznawaną przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich dla najlepszych dziennikarzy śledczych), ale również - a może przede wszystkim - niezapomniane przez Czytelników reporaże i wywiady. I to nie z byle kim, bo całą wierchuszką terrorystycznego świata: Carlosem "Szakalem", Abu Bakrem, przywódcami Hamasu czy przedstawicielami RAF. Lista jest naprawdę długa...

 

Jak powiedział Bronisław Wildstein, Witold Gadowski jest jednym z niwielu dziennikarzy śledczych III RP, którzy w pełni zasłużyli na ten tytuł. "To dzięki jego reportażom dowiadywaliśmy się o kulisach polskiego (i nie tylko) rynku gazowego albo związkach PRL-owskich służb specjalnych ze światowym terroryzmem. Powieść "Wieża komunistów" to podobno fikcja, a przecież odbija się w niej ukryta strona historii III RP. W trzymającej w napięciu, sensacyjnej fabule, śledząc dziwnie znajome postaci, odkrywamy podszewkę znanych nam wydarzeń, których w inny sposób nie można byłoby dziś pokazać" - pisze Wildstein.

 

Druga książka Gadowskiego (po reporterskich "Tragarzach śmierci"), a zarazem jego pierwsza powieść, nie jest jednak tylko prymitywnym przeniesieniem publicystyki na obszar prozy, jak chciałoby tego wielu - nierważliwych na artyzm - rozpolitykowanych czytelników. Owszem, powieść jest utkana z postaci i wydarzeń, jakie dobrze znamy z historii republiki Okrągłego Stołu. Na kartach pojawiają się Józef Uchlanz, redaktor naczelny antyklerykalnego tygodnika "Śmieć", wrobiony Grzegorz Okrzemek, mieszkający w USA biznesmen Edward Lazur, a także - jawiący się niemal jako Kafkowski zamek - Fundusz Budowy Gospodarki. Czy czegoś to Państwu nie przypomina? Jeśli tak, to dobrze. "Wieża komunistów" niewątpliwie jest powieścią z kluczem.

 

Tyle, że ocenianie książki wyłącznie przez ten pryzmat byłoby krzywdzącego dla jej autora. Gadowski, który debiutuje jako prozaik, zdradza wyższe ambicje literackie, niż tylko rozszerzanie własnej publicystyki w formule literackiej i czerpanie z nigdy nie wykorzystanych wątków, których - jak określił to wcześniej wspomniany Wildstein - "w inny sposób nie można byłoby dziś pokazać".

 

Gadowski potrafi prowadzić wartką akcję, unikać dosłowności, kreślić ciekawe sylwetki bohaterów z krwi i kości. Autor na łamach swojej powieści z chirurgiczną precyzją kreuje ten świat. W pewności jego pióra widać wieloletnie doświadczenie, zarówno dziennikarza, jak i - po prostu - człowieka. Rzadko spotyka się debiutantów, którzy z taką wprawą władają polszczyzną (nawet, gdy zdążyli juz zyskać sławę jako dziennikarze). W wielu fragmentach czuć poetycką i śledczą wprawę Gadowskiego.

 

Nie oznacza to jednak, że autor uniknął potknięć. Niewątpliwie można przyczepić się do konstrukcji powieści. Momentami może się wydawać, że pewne marginalne wątki są zbyt przewlekłe, jak choćby pobyt głównego bohatera powieści - Andrzeja Brennera w Zakopanem i wspólne chwile spędzone z Andrzejem Grabickim, Zdzisławą Okrzemek i gosposią Rozalią. Czytelnik może odnieść wrażenie, że chwila wytchnienia dla Brennera jest raczej odpoczynkiem dla Gadowskiego, który zastanawia się, na jaki ruch się zdecydować. Podobnie jak opisy zakopiańskiej sielanki, nieco sztucznie wygląda erotyzm w powieści Gadowskiego. Opisy kobiet są nieco powierzchowne, stosunek seksualny jest ukazany w sposób pobieżny i mechaniczny, a niedobór środków literackich uzupełniają nadużywane słowa zachwytu nad powabami białogłowych. Nie są to jednak minusy, które znacząco deprecjonowałyby wartość książki. Pewnie następna (już zapowiadana) powieść Gadowskiego będzie pozbawiona tych potknięć. "It's a question of time", jak śpiewał Dave Gahan...

 

Tym bardziej, że książka - nie pozbawiona pikanterii - niesie ze sobą ważne przesłanie dla środowiska dziennikarskiego. Rację miał Mariusz Majewski, który na łamach tygodnika "Uważam Rze" napisał, że Gadowski przedstawił Andrzeja Brennera jako dziennikarza, za którym tęskni. "Na tym idealistycznym tle wyraźnie rysuje się mocne oskarżenie środowiska dziennikarskiego. Gadowskiemu trudno odmówić doświadczenia. Pracował dla wielu redakcji, m.in. współtworząc stacji TVN program „Superwizjer”. Powieść odsłania to, co regularnie ujawnia się w działaniu głównych mediów w III RP. Zależność od władzy, coraz ściślejsze relacje z biznesem, czy też podatność na manipulację np. ze strony służb specjalnych" - pisze Majewski. Nie sposób nie zgodzić się z publicystą. Sam Gadowski przyznał w jednym z wywiadów, że chciałby, aby dziennikarz taki jak Brenner istniał naprawdę (przy okazji zaprzeczając, że bohater powieści to jego alter ego).

 

W dobie wytrawnych cmokaczy na pasku systemu i farbowanych - nomen omen - lisów potrzeba dobrych przykładów. Tym bardziej, gdy współczesny topos nie zostanie podany w patetycznym sosie. W końcu krew i pot są w literaturze w lepszej cenie.

 

Aleksander Majewski

 

Witold Gadowski „Wieża komunistów”, Poznań 2012, wyd. Zysk i S-ka

 

KSIĄŻKĘ MOŻESZ KUPIĆ TUTAJ