Matka Teresa z Kalkuty zawsze była przykładem niewzruszonej wiary - i to wiary czynnej, która góry przenosi. Jestem pewna, że św. Paweł nie protestowałby, gdyby usłyszał, że to właśnie albańska zakonnica jest bohaterem jego Hymnu o miłości. Dla Matki Teresy bowiem wiara i miłość zlały się w jedno - tak bardzo, że dla wielu stała się po prostu dowodem na istnienie Boga.
Iluż agnostyków, którzy zetknęli się z tą świętą zakonnicą, nawróciło się i przyjęło chrzest! Dla wszystkich katolików jest ona niekwestionowaną świętą; dla niewierzących - dobrym, szlachetnym człowiekiem; dla wielkich tego świata wyrzutem sumienia, który można zagłuszyć, przyznając jej prestiżowe nagrody. Wśród nich jest Pokojowa Nagroda Nobla (1979 r.), a także wiele innych - również polskich - odznaczeń.
Do żadnych z ww. światowych hołdów Matka Teresa nie przywiązywała wagi. Mimo to bardzo często opinia publiczna postrzegała w niej kobietę wielkiego sukcesu, a medialnego wizerunku pozazdrościłby jej niejeden artysta. Podziwiano jej stanowczość, niespożytą energię i siłę woli. Jednak jej najmocniejszą stroną była nieugiętość w sprawach zasadniczych i zupełne nieliczenie się ze światowymi trendami w tej kwestii. Dla każdego, zwłaszcza ubogiego i potrzebującego, miała czas, życzliwość, zrozumienie, a w codziennym obejściu - pogodę ducha.
Dla nikogo nie było też tajemnicą, że przyjaźni się z Bogiem. Toteż ogromnym zaskoczeniem okazały się jej prywatne zapiski (np. listy do swoich kierowników duchowych), w których skarżyła się na… własną oschłość duchową. Ona, która każdą wolną chwilę spędzała przed tabernakulum, miała powiedzieć:
"Miejsce Boga w mojej duszy jest puste. Nie ma we mnie Boga (…) Bóg mnie nie chce". [1] (s. 11)
Prasa bardzo szybko podjęła temat, spekulując nawet, że Święta po prostu… straciła wiarę! Ale spodziewanego skandalu nie było. Każdy bowiem, kto głębiej zainteresował się problemem, szybko zrozumiał, że Matka Teresa była właśnie męczennicą za wiarę. I to męczeństwo przyjęła świadomie, całkowicie zgadzając się na wszelkie jego konsekwencje. Cierpiała bardzo:
"Czuję w duszy po prostu ten straszliwy ból z powodu utraty - Boga, który mnie nie chce - Boga, który nie jest Bogiem - Boga, który naprawdę nie istnieje (proszę, Jezu, wybacz moje bluźnierstwa - kazano mi pisać wszystko). Ta ciemność, która otacza mnie z każdej strony - nie potrafię wznieść swojej duszy do Boga - nie dociera do niej żadne światło ani natchnienie (…) Nie mam w sercu wiary - ani miłości - ani zaufania - tak wiele tam bólu - bólu z powodu tęsknoty, bólu z powodu uczucia, że jestem niechciana. - Chcę Boga ze wszystkich sił mojej duszy - a mimo to jest między nami to straszne oddalenie…". [1] (s. 263-264)
całość tutaj
Źródło:
www.tajemnicamilosci.pl
fr, cytatów: z ksiązki: Matka Teresa: „Pójdź, bądź moim światłem”,
prywatne pisma „Świętej z Kalkuty”, Wydawnictwo Znak, Kraków 2008
