Kiedyś, jak Anna Mucha nie miała jeszcze żadnego dziecka, znana była z różnych akcji plasterkowych, czyli robiła PR-owe akcje różnym firmom antykoncepcyjnym. Dziś Anna Mucha ma dwoje dzieci: Stefanię i Teodora. I co ciekawe, myśli o dalszym potomstwie. I warto też przypomnieć, że Mucha zarzucała kiedyś młodym matkom, że stają się niewolnicami swoich dzieci, że macierzyństwo to koniec kariery zawodowej. Po prostu była ikoną feministek-radykałów, które dążą do tego, by wypromować obraz kobiety jako wolnej od macierzyństwa.

Dziś aktorka może uchodzić w swoim środowisku za przykład kobiety, która pokochała rolę Matki. Rozwija się zawodowa (więc można!) i myśli o powiększeniu swojej rodziny.

Teraz czas na aktywność zawodową, choć rozkochałam się w tym swoim macierzyństwie. Pół żartem, pół serio, myślę, że mogę to powiedzieć, największą karą za to, że kiedyś miałam olbrzymi dystans do posiadania dzieci jest fakt, że teraz chcę mieć więcej i więcej. Ale chcę uspokoić swoich pracodawców. Na razie pobędę trochę z wami”- powiedziała w „Pytaniu na Śniadanie” w TVP 2.

Oczywiście nie wychwalam w niebiosa Anny Muchy, bo nie o to chodzi, po prostu cieszy fakt, że Anna Mucha zdała sobie sprawę, że jej anty-macierzyńskie i anty-kobiece wyskoki były głupie i bezpodstawne. A że macierzyństwo zmienia człowieka, to dowodzi jednego: naturalną predyspozycją kobiety jest posiadanie dziecka. I nic tego nie zmieni, żadne ideologie lewicowe czy radykalno-feministyczne. Kobieta spełnia się  jako matka.

Sebastian Moryń