Specjalnie nie wdawałbym się w polemikę z ludźmi, którzy twierdzą, że zajmowanie się Platformą Obywatelską przypomina dewiację zwaną nekrofilią. Istnieje jednak druga grupa ludzi, która twierdzi, że PO to jednak ciągle największa obok PiS partia ze strukturami w całej Polsce. Postaram się pogodzić obie strony. Generalnie z PO nic nie będzie, jednoznacznie świadczą o tym kolejne ruchy zmierzające wyłącznie do zachowania garstki ludzi na resztkach tratwy z odpadającymi deskami. Niemniej nic nowego na horyzoncie się nie pojawia i dlatego dopóki się da PO będzie używana do politycznych rozgrywek. Dziś mieliśmy jedną z takich batalii i znów serce roście, bo należy patrzeć na dymisje w warszawskim ratuszu zupełnie inaczej niż z emocjonalnym oburzeniem. Mnie najbardziej zainteresowały dwie rzeczy, po pierwsze to nie prawda, że Hanna Gronkiewicz-Waltz nie podała się do dymisji, jak najbardziej się podała. Od dziś HGW przestała pełnić funkcję przewodniczącej powiatu PO, co ma znaczenie niebagatelne, ale o tym później. Druga interesująca rzecz to ścinanie głów w ratuszu. Szanowni Państwo, no wyżej się nie da! Poleciały głowy dwóch wiceprezydentów Warszawy i ten zestaw zwiera twarzoczaszkę Jarosława Jóźwiaka, który dał się poznać jako matematyk od liczenia marszów ORMO. Rok temu takie sensacje miałyby rangę, co najmniej ucieczki Tuska do Brukseli, obecnie nie zrobiły żadnego wrażenia na Polakach i niewielkie na mediach. Wszyscy czekali na newsa godnego pierwszych stron gazet i żółtych pasków, czyli na dymisję HGW.
Rozczarowanym wyjaśnię, że do takiego aktu dojść nie mogło, co widać wyraźnie po najwyższej z możliwych cen, jaką zapłaciła HGW. Jeden z redaktorów TVN oświadczył, że jego ludzie w PO poinformowali go o ostrych warunkach, jakie Hanka usłyszała na poprzednim posiedzeniu partii. Miała wyrzucić wszystkich swoich wysokich współpracowników i wykonać jakieś gesty, które będą udawać oczyszczanie ratusza z afer. Hanka, według informatorów dziennikarza TVN, odmówiła i to stanowczo. Nietrudno się domyślić z jakich powodów, wystarczy pamiętać, co tuż po dymisji zrobił szeregowy Marcin Bajko – ruszył medialnie na HGW i poszedł do sądu. Najbliżsi współpracownicy Gronkiewicz-Waltz robią w tej chwili za bombę z opóźnionym zapłonem i nie wierzę, że po cichu nie zagwarantowano im albo dupochronu albo błogosławieństwa „dbaj o siebie, tyle teraz samobójstw”. Zdymisjonować takich to nie sztuka, ale zamknąć im twarze, żeby nie pociągnęli za sobą innych, to zupełnie inne zagadnienie. Koniec końców Grzesiek Schetyna tak przycisnął HGW, że nie tylko poleciały głowy wiceprezydentów, ale ona sama zrezygnowała z intratnej funkcji przewodniczącej PO Powiatu Warszawskiego. Pozostawiono HGW jedynie prezydenturę, z której Schetyna w tej chwili i tak nie zrobiłby użytku, bo znów zaczęłyby się wojny podjazdowe o nowego kandydata PO na prezydenta Warszawy. Znacznie ważniejsze jest dla Schetyny przejęcie warszawskich struktur PO, gdzie nie miał kompletnie nic do powiedzenia i to jest ta niebagatelna wartość, zapowiedziana na wstępie felietonu.
Do kompletu faktów brakuje jeszcze kosztów. HGW za utrzymanie się w na stołku prezydenta zapłaciła wszystkim, co miała. Dzięki temu ma czas na zamiatanie syfu, co i tak nie ma szans powodzenia. Grzesiek Schetyna zainwestował jedynie w pastę do zębów, które suszył na wspólnej konferencji z upokorzoną Hanką, a całość tej akcji należy czytać i tak, że Tusk w PO stracił resztki wpływów. HGW to ścisła kadrowiczka w rozsypującej się drużynie Donalda i jeśli musi płacić tak upokarzającą cenę, to nie ma dwóch zdań, że w PO traci moc cała frakcja Tuska. No i byłoby się czym podniecać, ale operacja HGW, pomimo wielowątkowości, psu na budę się nie nada. Co z tego, że Schetyna rozegrał tę partię wyłącznie na swoją korzyść, skoro na planszy pozostały same pionki i on w roli, najwyżej, gońca. Media i zainteresowane środowiska nie ufają, nie lubią i nie widzą przyszłości dla Grzegorza Schetyny. Słusznie, na ich miejscu robiłbym tak samo, bo Grzesiek to wyłącznie kadrowy, nic więcej. Marzy się Schetynie droga Kaczyńskiego, który w trudnym czasie wyczyścił PiS do cna i zamiast chybotliwej armii zbudował wierny pułk plus partyzantkę, czyli zaplecze społeczne. Problem w tym, że Schetynie pozostał zaledwie pluton i parędziesięciu terrorystów-najemników, którzy skaczą od ORMO, przez PO, do Nowoczesnej. Obojętnie jak bardzo będziemy rozdzielać włos na czworo, konkluzja jest jedna. Schetyna razem z PO wszedł na ścieżkę Millera i SLD.
Matka Kurka/Kontrowersje.net
