Szczerze się ubawiłem wypowiedziami smarkatych analityków z identyfikatorami redakcji, a szczególnie radosne są te wyrazy oburzenia, które pokazują potencjał intelektualny oburzonych. Oto czytam, że uznawani za poważnych komentatorów politycznych, poczuli się zdegustowani tym, że w kampanii wyborczej zostali oszukani. Proszę Państwa, to by się do kabaretu nadawało, gdyby nie było sucharem. Od tego jest kampania polityczna, aby używać środków politycznych, które służą konkretnemu celowi. Przez wiele miesięcy nie trzeźwiejący Misiek straszył całą Polskę Macierewiczem, Kaczyńskim i rzutami na glebę o 6.00 rano.
Pytam zatem, co trzeba mieć w głowie lub czego nie mieć, żeby wytrącenie cepa propagandzie PO i zaprzyjaźnionych mediów, poprzez zapowiedź „to jest najbardziej prawdopodobny minister MON”, uważać za cynizm polityczny? PiS zaplanował tę akcję od początku kampanii, czy może bronił się przed faulami ze wszystkich stron? Mądry zrozumie w lot, dla głupiego szkoda klawiatury, tym bardziej, że są ważniejsze rzeczy. Najmniej pretensji o to, że nie będzie szefem MON ma Jarosław Gowin, który niemal na 100% zostanie Ministrem Nauki i Szkolnictwa Wyższego i na dodatek wicepremierem. Tak się robi politykę i oburzać to się można, a nawet trzeba dopiero wówczas, gdy Gowin ustawi przetarg na 1,5 miliarda albo wyprowadzi ze szkoły lekcje historii, które zastąpi obowiązkowym oglądaniem „Ich ojców i matek”. Podobnie rzecz się ma ze Zbigniewem Ziobro, równie pewnym kandydatem na ministra sprawiedliwości. Powiem wprost, że ta kandydatura mnie mierzi i jest sporym ryzykiem, ale doskonale rozumiem za co Jarosław Kaczyński zapłacił tę sporą cenę.
No właśnie, cena! Gdy spojrzeć na te dwie nominacje, to widać ogromną dysproporcję między liczbą posłów wprowadzonych do sejmu i nobilitacjami ministerialnymi. Do sejmu weszło zaledwie 9 posłów Solidarnej Polski i 8 z Polski Razem, ale doskonale pamiętamy, jak się sypał klub PiS po kolejnych rozłamach. Wszystko wskazuje na to, że Jarosław Kaczyński dał szefom kanap pełną satysfakcję, żeby zapomnieli o gierkach, podjazdach i rozłamach. Nie zdziwiłbym się, jeśli za te posady będą musieli założyć trykoty PiS i grać w jednej drużynie, wcześniej likwidując swoje partyjki. Jeśli tak się stanie, to mamy do czynienia z klasyką w wykonaniu Kaczora, przystawki pożarte, ale też z korektą błędów, bo Giertych i Lepper długo się czkawką odbijali. Kluczem do zrozumienia dlaczego rząd PiS będzie wyglądał tak jak będzie wyglądał, jest rozumienie polityki, co jest poza zasięgiem maglarek i przekup uchodzących za politycznych dziennikarzy. Kaczyński musi sobie zapewnić stabilną większość, lojalny zespół, któremu nie przyjdą do łba głupie pomysły. Wiąże się z tym poukładanie wszystkich frakcji wewnątrz PiS, jak również usatysfakcjonowanie wszystkich grup wyborców. No i teraz marudzącym proponuję ułożyć to lepiej, niż ułożył Kaczor. Bez Ziobry? Proszę bardzo, mamy w pierwszych tygodniach syf w mediach i ploty, że 9 posłów odchodzi i PiS traci większość. Bez Gowina? Identyczna sytuacja. Bez Macierewicza? Twardy elektorat nie zniesie przegięcia w stronę Gowina i Ziobry, który zdradził. Bez Glińskiego? Środek elektoratu nie wytrzyma widoku Macierewicza Ziobry i Kamińskiego. Do składu dojdą jeszcze fachowcy, mający poważanie od lewa do prawa, jak Witold Modzelewski na przykład.
W tej układance widać logikę, myślenie czysto polityczne i pragmatyczne, dlatego tak trudno miłośnikom dzielenia się oburzeniem ogarnąć skomplikowany warsztat fachowca. Nie da się i nie wolno inaczej wystartować, bo przed nami cholernie długa droga. Od nazwiska Macierewicz większość pyskujących tajnych współpracowników spuści ręce po szwach. Tak samo zareagują rozmaici sędziowie i prokuratorzy na Ziobro. Dojdzie Mariusz Kamiński w służbach i tylko z tego powodu, lewe przetargi i łapówy zmniejszą się o połowę. Cuda? Nic z tych rzeczy, złodzieje i pozostali beneficjenci RPIII doskonale widzą jak to wszystko funkcjonuje i kiedy kończy się koniunktura. Na starcie Kaczyński wystawia kolubryny i jeszcze przed wystrzałem całe pułki podwijają kitę. A dalej będzie jeszcze ciekawiej. Czasy się zmieniły, Lis, czy Michnik na ostatnich nogach mogą sobie pyskować w gazetkach, które będą miały nakład po 50 tysięcy. Taki baron jak Solorz nie pozwoli sobie na utratę miliardów, ale każe swoim redaktorkom pokochać Kaczyńskiego i pięknie się kłaniać. Nie inaczej z Amerykanami z TVN, gra idzie o grube pieniądze, co innego walić w słabą opozycję, co innego we władzę tak silną, jakiej w Polsce jeszcze nie było. Wiarygodność? Trzy pierwsze, może cztery ustawy i wiarygodność PiS ma w ramki oprawioną. 500 zł na dziecko, podatki od banków i hipermarketów, zmiana wieku emerytalnego, obniżenie kwoty wolnej od podatku. Wszystko do zrobienia niemal od zaraz. Pozostanie dobicie PSL i PO skróconą kadencją samorządów, gdzie już się sypią koalicje PO PSL. Czy może się nie udać? Oczywiście, że tak, ale tylko i wyłącznie wtedy, gdy zamiast poważnych ludzi i polityków, Polacy będą słuchać żalów gówniarzy udających znawców.
Matka Kurka/kontrowersje.net
