Każdy socjolog, ale też człowiek myślący logicznie i posiadający doświadczenie życiowe doskonale wie, że coś takiego jak poglądy polityczne i szerzej system wartości, nie zmieniają się jak moda.

Zawsze na tę powszechnie znaną prawdę można odpowiedzieć rytualnym zdaniem, a ja mam szwagra, który był komunistą i teraz jest narodowcem. Gratuluję szwagrowi, jednak generalnie ani partie ani elektoraty nie przekształcają się w komunistów w zależności od sezonu politycznego. Poglądy polityczne, które mieszczą się w światopoglądzie, to jedne trwalszych ludzkich postaw. Istnieje cała biblioteka poświęcona wyłącznie temu, że po trzydziestym roku życia zmiana sposobu myślenia i postrzegania rzeczywistości albo nie jest możliwa albo dokonuje się pod wpływem ciężkich doświadczeń.

Przekładając tę wiedzę na bieżącą sytuację w Polsce warto sobie pewne sprawy poukładać. Zacznę jednak nie od Polski, ale od Francji, w której właśnie odbywają się wybory. W I turze Francuzi oddali prawie połowę głosów na lewaków, 18 na centroprawicę i 21 na prawicę z konotacjami rosyjskimi. Dzieje się to wszystko pod wpływem nie byle jakiej traumy, bo przecież we Francji skutki lewackiej polityki widzieliśmy na chodnikach zlanych krwią ofiar zamachów islamskiej dziczy. Nawet pod wpływem takich wydarzeń Francuzi nie dokonali zmiany w swoim myśleniu i niemal na pewno wybiorą prezydenta, który jest wierną kopią swojego poprzednika, czyli wyznawcą samobójczej ideologii tworzącej z narodów motłoch. Taka jest siła ludzkiej ślepoty, ludzkiego przywiązania do własnego toku myślenia, czy też braku myślenia.

Jak to wygląda w Polsce. Od kilku dni wszyscy biegają z sondażami i mówi o jakichś niesamowitych przełomach i rewolucjach w myśleniu Polaków. Skąd się wzięło to przekonanie poza gapieniem się w słupki, które można modelować dowolnie? Na pewno nie z faktów zupełnie nie przystających do wyobrażeń. Poniżej prezentuję wyniki wyborów z 2015 roku i proszę się bardzo uważnie tym LICZBOM przyjrzeć, dla ułatwienia zrobię małe podsumowanie.

Prawo i Sprawiedliwość 5 711 687 głosów 37,58%
Platforma Obywatelska RP 3 661 474 głosów 24,09%
KWW „Kukiz’15” 1 339 094 głosów 8,81%
Nowoczesna Ryszarda Petru 1 155 370 głosów, 7,60%
Polskie Stronnictwo Ludowe 779 875 głosów 5,13%
KKW Zjednoczona Lewica SLD+TR+PPS+UP+Zieloni 1 147 102 głosów, 7,55%
KORWiN 722 999 głosów 4,76%
Partia Razem 550 349 głosów, 3,62%

Na podstawie tych wyników można zrobić najprostszy podział na poglądy: lewicowo-liberalne, centrowe i prawicowe, oczywiście dokonuję uproszczenia, ale chodzi o pokazanie potencjałów. Lewicowo-liberalne: Platforma Obywatelska RP 3 661 474, Nowoczesna Ryszarda Petru 1 155 370, KKW Zjednoczona Lewica SLD+TR+PPS+UP+Zieloni 1 147 102, Partia Razem 550 349 = 6 514 295 głosów. Centrum: KWW „Kukiz’15” 1 339 094, Polskie Stronnictwo Ludowe 779 875 = 2 118 969. Prawica: Prawo i Sprawiedliwość 5 711 687, KORWiN 722 999 = 6 434 686. Na pierwszy rzut oka widać, że w Polsce mamy niemal idealny podział na prawicę i lewicę, mniej więcej po 6,5 miliona głosów, plus około 2 milionów wyborców centrowych. Nie ma żadnej rewolucji w poglądach politycznych Polaków, jest przepływ pomiędzy szyldami partyjnymi, które są reprezentantami określonego systemu wartości. Uwaga! Wynik PiS z 2015 i przejęcie władzy to suma dwóch wartości: powiększenie elektoratu o 1,5 miliona i wypadnięcie SLD/Palikota z parlamentu.

Przejdźmy teraz do sondaży i perspektyw. Czy możliwe jest, że PO w tej chwili ściga lub wyprzedziła PiS? Nie tylko jest możliwe, ale bardzo prawdopodobne, co wynika z prostej matematyki. Konająca Nowoczesna i martwy SLD/Palikot daje PO potencjał ponad 6 milionów głosów, który zresztą posiadała przez ponad 8 lat. Polska to nie Francja i wyborcy po aferach ukarali PO 2 milionami głosów (wynik z 2010 roku 5,6 miliona), ale jednocześnie 1,5 miliona przekazali na Nowoczesną, czyli wierną kopię PO. Drugie ważnie pytanie. Czy PiS mógł stracić głosy? Nie tylko mógł, ale z całą pewnością stracił, co przyznaje sam Kaczyński i większość polityków PiS. Nikt też w PiS nie ukrywa co jest przyczyną utraty głosów i są nimi afery medialne z udziałem Tuska i Macierewicza. PiS w obu sprawach zaostrzył język i podkręcił społeczne emocje, inaczej mówiąc zradykalizował się.

Tylko ta informacja, że na radykalizacji przekazu PiS traci, powinna rozwiać wątpliwości w jakim kierunku trzeba iść, ale trzymajmy się matematyki. Porównajmy wyniki PiS z ostatnich dwóch kadencji. W 2011 PiS dostało 4 295 016 głosów, w 2015 5 711 687 głosów. Różnica ponad 1,4 miliona. Jeśli pokładamy wszystkie nadzieje w wiernym elektoracie PiS, który głosuje konsekwentnie, to na pewno musimy się odnieść do czasów, w których PO się nie skompromitowała, a PiS przeżywał kryzys, bo tylko w takich warunkach poznajemy lojalnych. Idealnie pasują tu wybory z 2011 roku, w których na PiS głosowało 4,3 miliona wiernego elektoratu. Teraz proszę jeszcze raz popatrzeć na podsumowanie preferencji politycznych. Gdzie PiS ma szukać do tych 4,3 milionów co najmniej półtora miliona brakujących do sprawowania władzy? Która to będzie grupa docelowa? Prawica? Na prawicy jest tylko PiS i Korwin i chyba największy szaleniec nie powie, że tu może nastąpić przepływ na poziomie kilkuset tysięcy głosów – absurd, a gdyby nawet to i tak Korwin ma 700 tysięcy.

Co pozostaje? Lewicowo-liberalni zebrali 6,5 miliona i wbrew pozorom PiS może z tego potencjału ugrać najmniej milion, w tym elektorat socjalny SLD i elektorat na siłę głosujący na PO, bo jest przestraszony radykalnym językiem PiS. W centrum jest 2,2 miliona głosów i tutaj PiS ma podobne możliwości, około miliona do wyjęcia. Wniosek? Ktokolwiek dziś mówi, że PiS musi zradykalizować narrację i skręcić zdecydowanie w prawo, nie tylko nie ma pojęcia o polityce, ale o prostej matematyce. Jedyną szansą PiS na drugą kadencją jest złagodzenie napięć społecznych, zmiana języka na taki, który nie będzie straszył i to wszystko w żaden sposób nie przeszkadza, ale pomaga w dokonywaniu radykalnej naprawy państwa. Innymi słowy PiS powinien mówić językiem centrum i jednocześnie robić to, co obiecał, zmiana formy nie oznacza zmiany treści. PiS otworzył wiele frontów i to takich, gdzie siły wroga są potężne, trzeba się najpierw z tym uporać, a dalsza radykalizacja byłaby brawurą nie odwagą. Namawianie PiS do zaostrzenia kursu i języka to czysta głupota albo sabotaż, bo do 10 i najgłupszy potrafi policzyć.

Matka Kurka/kontrowersje.net