Mamy na medialnych falach najnowsze słowo hit, brzmi trochę komicznie, trochę medycznie, ale najbardziej to brzmi tajemniczo. Z czystej ludzkiej ciekawości zapłaciłbym nie więcej niż 20 złotych, żeby się dowiedzieć ilu dziennikarzy opozycyjnych i posłów opozycji w poniedziałek po południu wiedziało, co to jest Eurokorpus i z czym to się je.

Takiej możliwości weryfikacji nie ma, ale chyba nie będzie wielkim nadużyciem jeśli założę, że stan wiedzy w tym zakresie był bliski zera. Po czym wnoszę? A choćby po tym, że posłanka, która bredzi o masowym porzucaniu pracy przez 500+, nie miała pojęcia o rekordowo niskim bezrobociu (8,2%), z kolei jej partyjny szef Rysiek wyprowadził właśnie Wielką Brytanię ze strefy euro. Stan wiedzy polityków i mediów, to jest poziom gimnazjum, o czym przekonywaliśmy się wielokrotnie.

Skąd zatem nagły szał i zagotowane serwery Wikipedii zawieszone na haśle Eurokorpus? Znów zadziałała stara metoda – zachodnia prasa napisała. Informację o tym, że Polska wycofuje się Eurokorpusu, podała francuska AFP, co samo w sobie nie jest niczym nadzwyczajnym, ale ten kompletnie nieistotny i nieprawdziwy komunikat został zaopatrzony w pieczątkę „Breaking!”. Większość opozycyjnych mediów i opozycjonistów, po angielsku to tylko „ajlawiu” albo „fakju’ potrafi wydukać, to i z zapalonej na czerwono informacji wygrzebali sensację. Sprawdziłem czym jest Eurokorpus, korzystając z podstawowego źródła informacji dziennikarzy, bo szkoda mi czasu na coś więcej. Dziwoląg powstał w 1992 roku i składa się 10 państw, na 27 państw członkowskich UE. W tej 10 jest zapisany pewien podział w iście brukselskim, biurokratycznym, stylu. Wygląda to tak:

Państwa ramowe

Niemcy – od 1992
Francja – od 1992
Belgia – od 1993
Hiszpania – od 1994
Luksemburg – od 1996

Państwa delegujące (obserwatorzy)

Polska – od 2002
Grecja – od 2002
Włochy – od 2009
Turcja – od 2002
Rumunia – od 2016

Cała afera polega na tym, że Polska zrezygnowała z ubiegania się o członkostwo w grupie ramowej, gdzie bryluje militarna potęga Luksemburg i chce pozostać w grupie obserwatorów. Jedna z mądrzejszych decyzji, jaką podjął Macierewicz i aby to zrozumieć, wystarczy popatrzeć na powyższe tabelki. Sztuczny twór zajmuje się niczym, to takie „błękitne hełmy” Europy. Najmniejszej zdolności bojowej, bierne uczestnictwo w „misjach”. Jak czytamy na Wikipedii, zadania Eurokorpusu to:

udział w operacjach kryzysowych, humanitarnych, ratunkowych oraz wymuszania i utrzymania pokoju

Jedyna „poważną” misją z udziałem Eurokorpusu była wycieczka do Kosowa, gdzie przyglądali się wojnie domowej i jatce w byłej Jugosławii. Polskie uczestnictwo w tym śmiesznym przedsięwzięciu to kilkunastu obserwatorów, po zmianie statusu na „ramowy”, miało być kilkuset żołnierzy i oficerów. Każdy przytomny szef MON wycofałby się z udziału w tej farsie, zwłaszcza jeśli ma ograniczone możliwości, w związku z realizacją kluczowego dla polski planu, czyli wzmocnienia flanki wschodniej z udziałem wojsk NATO. Dla nas nie ma w tej chwili ważniejszej rzeczy i angażowanie się w europejskie wygłupy nie ma żadnego sensu. No, ale polska racja stanu nie jest radziecką i niemiecką racją stanu. Z oczywistych względów Rosji Radzieckiej zależy, żeby Polskę osłabiła swoje działania na wschodzie i pakowała się w kosztowne zabawy w Strasburgu. Z równie oczywistych względów Niemcom zależy na układach z Rosją Radziecką i co więcej Niemcy od dawna nie mają ochoty wzmacniać pozycji NATO w Europie, a po tym, jak Trump krzyknął 300 miliardów, to już w ogóle im przeszło.

Nagłe wzmożenie i zainteresowanie Eurokorpusem ma swoje trzy banalne podstawy: a) uderzyć w Macierewicza, b) uderzyć w PiS i podsycać histerię Polexit, c) realizować interesy sponsorów polskojęzycznych mediów, czyli Rosji Radzieckiej i Niemiec. Na szczęście takie akcje są do tego stopnia idiotyczne, że dłużej, niż dwa dni nie potrwają, niemniej pokazują coś znacznie groźniejszego. Do Eurokorpusu dołączyły trepy z LWP, którzy drą się wszędzie, jakie to strasznie nieprofesjonalne przerzucać wojsko z zachodu na wschód, bo przecież żołnierze mają rodziny na zachodzie, a wyszkolenie nowych czołgistów trwa dwa lata. Teraz to brzmi zabawnie, jak Rysiek Petru, ale naprawdę strach pomyśleć, że ci kretyni szkoleni w Moskwie, mieliby dowodzić na czas konfliktu. Mam tysiąc uwag do Macierewicza, jednak w tej sprawie w całości się podpisuję pod tezą, że tu chodzi wyłącznie o interesy: ruskie, niemieckie i najgorszego sortu.

Matka Kurka/kontrowersje.net