O pielgrzymce opowiada Tadeusz Popończyk – jej inicjator i przewodnik:


„-Ta pielgrzymka różniła się od innych przede wszystkim pogodą, choć nie tylko. Bo pogoda była - mówmy szczerze – paskudna. Pierwsze dwa dni lało, parę osób musiało się nawet wycofać, bo nie były przygotowane na zimno i takie ulewne deszcze. Natomiast te ulewy i burze, które nas nawiedzały, były jednocześnie dla nas znakiem. Szliśmy do Studziannej z Dąbrowy, tam po odpoczynku ksiądz przewodnik rozpoczął Drogę Krzyżową prowadząca polnymi, a później leśnymi drogami. Przed nami wisiała, idąc w naszym kierunku, straszna czarna chmura z błyskawicami do ziemi. Na wszystkie strony łupało, ale Drogę Krzyżową przeżyliśmy aż do błogosławieństwa naszym pielgrzymkowym krzyżem na skrzyżowaniu duktów. Dopiero wtedy tak naprawdę lunęło, Już byliśmy ubrani, bo trochę padało wcześniej, ale mniej. Na szczęście - tylko lunęło, bo w pobliżu nie było żadnych wyładowań, które nas tak straszyły. Rzeczywiście – straszyły mocno. Następnego dnia, gdy rano mieliśmy Mszę Św. w Studziannej, to o. Jerzy, filipin, powiedział nam, że dwanaście razy piorun uderzył w Bazylikę Św. Rodziny i dziesięć razy w św. Annę – w pobliska gore obok, czyli Matka Boża ściągnęła na siebie te wyładowania atmosferyczne, a nas zostawiła w spokoju.

 

/

 

I drugie takie samo doświadczenie. Szliśmy na Mszę Św. do Paradyża na 10 rano - razem z wiernymi z parafii. Nawiedziliśmy grób bł. Henryka Krzysztofika; później, jak wyszliśmy po leśnych rozważaniach na drogę, to znów taka czarna chmura – nawet fioletowa, bo to było rano. Zatrzymaliśmy się na 10 minut, przyodzialiśmy co tam każdy miał nieprzemakalnego, przeciwdeszczowego, bo to przecież każdy pielgrzym nosi ze sobą – tym bardziej, że zapowiadali, iż tego dnia będzie burzowo - i idziemy dalej. Chmura na horyzoncie, a my cały czas widzimy wieże kościoła w Paradyżu. I znów – dochodzimy do granic Paradyża, a tu siarczysty deszcz, taki aż odskakujący bąblami od asfaltu. Kustosz sanktuarium mówił, że piorunów w Paradyżu nie było, choć waliły wszędzie naokoło. Zatem burze chodzą tak jak chcą, ale pielgrzymów oszczędzają...

 

Z tego roku jest takie wspomnienie u wszystkich, że jeśli powiesz: "Studzianna" albo "Paradyż", to wspomnieniem będzie burza.

 

Natomiast szliśmy ze słowami bł. Jana Pawła II, za którego beatyfikację pielgrzymka była dziękczynną - tak jak była błagalną o beatyfikację Prymasa Tysiąclecia Sługi Bożego Stefana Kardynała Wyszyńskiego. Słowa ojca świętego obecne były w porannych rozważaniach, w głównych konferencjach, i – po raz pierwszy - w codziennie odmawianej litanii do bł. Jana Pawła II. W tym roku - również pierwszy raz - stanęliśmy przy Zmartwychwstańcach, przy kopcu Jana Pawła II. Zawsze tylko przechodziliśmy tamtędy, natomiast teraz zatrzymaliśmy się. Była tam piękna modlitwa litanią za wstawiennictwem Jana Pawła II. To też było specyficzne doświadczenie tegorocznej pielgrzymki.

 

I tu – w finale naszej drogi – przeżycie już w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia. Ksiądz Michał prowadził trzeci raz nasza pielgrzymkę, i trzeci raz Msza Św. jest gdzie indziej. Pierwszy raz była w głównym sanktuarium, razem ze wszystkimi wiernymi o 12; w zeszłym roku mieliśmy Mszę Św. w kościele klasztornym przy relikwiach św. s. Faustyny i płycie z jej grobu. W tym roku matka przełożona zaprowadziła  nas do dolnego kościoła, tam gdzie święta się modliła, gdzie również są jej relikwie. Pierwszy raz tam byłem, nasz przewodnik także. To są takie nowe przeżycia tegorocznej naszej kompanii.


/

 

Ta pielgrzymka – do Bożego Miłosierdzia, z Warszawy do Łagiewnik – ma swój charakterystyczny rys. Różni się od innych przede wszystkim tempem. Mamy także więcej spokoju, więcej ciszy, więcej przemyśleń. Na jednym z etapów, gdy robiliśmy chwile ciszy, przypominałem jak to grupa włoska w „siedemnastkach”, po śpiewaniu zamilkli na długo w sancta silentium – w świętym milczeniu. Potrafili iść tak cały etap w pełnej ciszy ok. 50 minut, bo tyle m.w. się idzie jeden etap. Polskie grupy najczęściej tak nie potrafią, rzadko to się zdarza. Ks. Wiesław Niewęgłowski próbował kiedyś robić taką chwilę milczenia gdy prowadził grupę amarantową. Akademicy to inny żywioł – już po pięciu minutach zaczął się szmerek, a po kwadransie wszyscy gadali, czyli zrobili sobie tzw. godzinę dla bliźniego. Jakoś nie umiemy języka trzymać za zębami. Gdy idzie się kilkoma grupami, to na ogół szosą, słychać szum, ruch samochodów, inne grupy śpiewają lub się modlą - najczęściej głośno. Natomiast tu, na tej pielgrzymce, umieliśmy trwać po kwadransie w ciszy w przemyśleniach, w rozważaniach treści po lekturze czy to Starego, czy Nowego Testamentu. Tutaj – jak idziemy jedna grupą i kontemplujemy w ciszy – to po pierwsze ptaki za nas się modlą i śpiewają Nie jest tak, że cisza dźwięczy w uszach, tak jak to czasami jest w nocy w lesie lub gdy ktoś spać nie może. Nie. Tu przyroda nam gra i towarzyszy - wiatr swoim szumem i ptaki grają nam na wszystkie trele. To jest wspaniałe gdy się idzie przez lasy, łąki i pola. Przecież nawet skowronki mieliśmy na polach, a to już lipiec, więc nie wiem skąd one się tam jeszcze brały o tej porze roku...”

 

Mówi jedna z uczestniczek tegorocznej pielgrzymki:

„-Ponieważ mam dużą rodzinę, jest to dla mnie czas na moje trzynaście dni z Panem Bogiem. Ktoś mógłby powiedzieć – to pojedź sobie na te dwa tygodnie na wczasy. A tam siedziałabym i myślała o rodzinnych problemach, i zapomniałabym o Panu Bogu. Tu zaś mam skupienie i wyciszenie – po prostu Pan Bóg i ja.

 

Chodzę na nią co roku, choć w ubiegłym byłam w Licheniu, ale na tą wracam bo jest inna – jest do Pana Jezusa, jest inna atmosfera niż na pozostałych pielgrzymkach, jest rodzinnie. Koleżanki mnie pytają: „-Po co ty latasz na tę pielgrzymkę? Co ty stamtąd przynosisz?”. Ja zaś mówię: „-Idź zobacz. Spróbuj. Przekonasz się.” Tego się nie da opowiedzieć. To się czuje, to się niesie w sobie, to się przeżywa – każdy na swój sposób. Ile osób jest w grupie - tak każdy inaczej odbiera, a w sumie wiemy o co nam chodzi, jesteśmy razem, wspieramy się. Wspaniała pielgrzymka.


/

 

Szłam w tym roku siódmy raz. Nie byłam tylko dwa razy - gdy zmarła moja mama i w ubiegłym roku, gdy koleżanka mnie namówiła żebym poszła z nią do Lichenia. Bardzo mnie prosiła. Ciesze się, że z nią tam poszłam, ona już więcej nigdzie nie pójdzie, bo to była jej ostatnia pielgrzymka, jest teraz w szpitalu, ma naświetlania. A ja myślę, że Pan Bóg będzie łaskawy i pozwoli mi w przyszłym roku tu przyjść. Naprawdę! - ja już planuję powrót!. Zresztą u mnie w pracy doskonale wiedzą, że od lat urlop biorę zawsze od 4 do 17 lipca, bo idę na pielgrzymkę. I nie ma zmiłuj.”

 

Kwatermistrz pielgrzymki - Aleksander Popończyk:

„-Pielgrzymka Piesza do Bożego Miłosierdzia, idąca w tym roku już po raz 9, jest prowadzona przez Księży Pallotynów (SAC) z Sanktuarium Miłosierdzia Bożego Archidiecezji Warszawskiej w Ożarowie Mazowieckim. W ciągu 13 dni, przemierzając 362 km od Świątyni Opatrzności Bożej na warszawskich Polach Wilanowskich do Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Krakowie – Łagiewnikach, pątnicy pielgrzymują szlakiem św. siostry Faustyny, poznając tajemnicę przebaczenia i pojednania pomiędzy ludźmi i Miłosiernym Bogiem.

 

Na szlaku pielgrzymim - tych swoistych rekolekcji w drodze - nawiedzane są liczne i znane sanktuaria, jak Sanktuarium Pani Grójeckiej w Lewiczynie, Najświętszej Rodziny w Studziannej, Jezusa Cierpiącego w Paradyżu, Matki Bożej Miłosierdzia we Włoszczowej, Matki Bożej Płaczącej w Dzierzgowie, Matki Bożej Paczółtowskiej oraz Matki Bożej Szkaplerznej w Czernej. W dniu odpustu karmelitańskiego nowi pielgrzymi, po przygotowaniu się przez nowennę do MB Szkaplerznej, są przyjmowani do wspólnoty Szkaplerza Świętego, aby następnego dnia, czyli 17 lipca, dotrzeć do Łagiewnik.


/

 

Pielgrzymka ma charakter otwarty dla wszystkich czcicieli Miłosierdzia Bożego i liczy zazwyczaj ok. 30-40 pątników. W 2011 roku hasłem przewodnim pielgrzymki prowadzonej przez ks. Michała Borowskiego było: „Miłosierdzie Boże prowadzi do komunii z Bogiem”.

 

Inicjatorami pielgrzymki była rodzina Popończyków, związana od wielu lat z warszawskim ruchem pielgrzymek pieszych (akademickimi grupami 17-tymi, WAPM oraz Praską Pielgrzymką Pomocników Matki Kościoła). W 2002 roku x. Prymas Józef Kardynał Glemp zaakceptował koncepcję pielgrzymi zaprezentowaną przez ks. Zenona Hanasa SAC (pierwszego przewodnika pielgrzymki) oraz Tadeusza Popończyka, znanego jako brat „Biała skarpeta” (wieloletniego kierownika trasy).

 

Pielgrzymka Piesza do Bożego Miłosierdzia od początku swojego istnienia została pomyślana jako pilot permanentnego szlaku pielgrzymkowego, łączącego Świątynię Opatrzności Bożej z Sanktuarium Miłosierdzia Bożego oraz Matki Bożej Szkaplerznej. Koncepcja, wzorowana na drodze Św. Jakuba do Santiago de Compostela, ma docelowo umożliwić pielgrzymowanie w małych wspólnotach w okresie letnim wszystkim poszukującym Miłosiernego Boga. Obecnie trwają prace nad trwałym wyznaczeniem tego szlaku.”

 

Notował: Paweł Krzemiński

Foto: Paweł Krzemiński

 

Więcej zdjęć:


/

 

/

 

/

 

/

 

/

 

/

 

/

 

/

 

/