Czytelniczka „Gazety Prawnej” pisze, że w 1977 roku rozpoczęła urlop wychowawczy, z którego już nie wróciła do pracy. Zajmowała się trzynaściorgiem swoich dzieci. Wszystkie były zdrowe i każde z nich obecnie pracuje zawodowo. W oddziale ZUS powiedziano jej, że nie ma co liczyć nawet na minimalne świadczenie.
Czy naprawdę kobietom, które poświęciły się wychowaniu dzieci, nie należą się specjalne emerytury – pyta czytelniczka.
Okazuje się, że nie, bo polski system ubezpieczeniowy jest tak skonstruowany, że osoby ubezpieczone mają prawo do świadczeń przynajmniej minimalnych. Zasada ta nie dotyczy jednak wszystkich, lecz jedynie tych, które spełnią kryterium dotyczące okresu składkowego i nieskładkowego. W polskim prawie, po podniesieniu wieku emerytalnego, to co najmniej 21 lat składkowych i nieskładkowych.
MT/gazetaprawna.pl
