Zaczęło się od tego, że nieomal do tragedii doszło w Rostkowie pod Płockiem. Matka dzieci Martyna Jeżewska zostawiła je same w domu na kilkanaście minut. Musiała wyjść do sklepu po jedzenie, a nie chciała brać ze sobą maluchów, bo, jak tłumaczy, było bardzo zimno. W domu wybuchł jednak pożar. Dzieci, dwu, trzy i pięcioletnie, uratował sąsiad, Adam Woźnicki. Dom Jeżewskich zupełnie nie nadaje się do zamieszkania, doszczętnie spłonęło także całe jego wyposażenie.
Jednak kłopoty ze spalonym mieszkaniem to teraz nie jedyny problem państwa Jeżewskich. Za pozostawienie dzieci bez opieki grozi im co najmniej nadzór kuratorski. W najgorszym przypadku – odebranie rodzicielskiej opieki nad dziećmi.
Mimo dobrej opinii jaką cieszy się rodzina Jeżewskich, sprawą zajmie się sąd rodzinny. - Powiadomię sąd rodzinny i nieletnich, poproszę o wgląd w rodzinę z uwagi na to, że istnieje niebezpieczeństwo, że może się taka sytuacja powtórzyć i konsekwencje byłyby tragiczne - zapowiada Honorata Nagórka z ośrodka Pomocy Społecznej w Staroźrębach.
Jeżeli wejdzie w życie nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, która właśnie z inicjatywy PO i SLD jest rozpatrywana w Sejmie, kompetencje państwa do ingerowania w życie rodzinne będą jeszcze większe. Do projektu nowelizacji zastrzeżenia już zgłosiła kościelna strona Zespołu ds. Rodziny Komisji Wspólnej Rządu RP i Konferencji Episkopatu Polski. Przedstawicieli Kościoła niepokoi zwłaszcza zapis o możliwości zabierania dzieci biologicznym rodzicom z nieprecyzyjnie sformułowanych powodów.
eMBe/tvn24
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

