Kilka dni temu, jak poinformował PAP, ruszyła specjalna strona internetowa dla młodzieży, która zawiera informacje na temat „antykoncepcji i bezpiecznych zachowań seksualnych”. Jest ona adresowana do uczniów szkół ponadgimnazjalnych. W ramach akcji „Antykoncpecja – masz prawo wiedzieć” do polskich szkół trafi kilkadziesiąt tysięcy plakatów reklamujących stronę internetową ampw.pl. W promocję zaangażował się ponadto popularny wśród młodzieży komunikator gadu-gadu, za pomocą którego uczniowie w październiku i listopadzie będą otrzymywali informację o akcji.
Pomysłodawcą i realizatorem projektu jest Fundacja Promocji Zdrowia Seksualnego im. dr. Stanisława Kurkiewicza, a współpracuje z nią Związek Nauczycielstwa Polskiego, który opracował scenariusz lekcji na temat antykoncpecji. Zgodnie z nim, jeśli młodzi uczniowie będą mieli jakieś wątplwiości, zostaną odesłani do strony internetowej. Zaglądam więc na stronę o wskazanym adresie (przypominam, jest ona według autorów projektu przeznaczona dla młodzieży ze szkół ponadgimnazjalnych, czyli de facto dzieciaków w wieku około 16 lat).
Na stronie głównej „wyskakuje” mi parka nastolatków, nad których głowami w dymkach migają prezerwatywa, spirala, pigułki i plasterki antykoncepcyjne. Hm... zaczyna się pięknie. Portal (jak i cała akcja informacyjna) opiera się przede wszystkim na zachęcaniu młodych ludzi do zadawania pytań i udzielania na nie odpowiedzi przez „eskpertów”. Przyjrzymy się kilku „wiszącym” na stronie problemom. Zacznę od tych najbardziej absurdalnych, które mają dowieść, że dotychczasowa edukacja seksualna jest niewystarczająca, młodzi są w tej materii „kompletnie zieloni”, stąd konieczność dodatkowego kształcenia. „Chcę zacząć kochać się z dziewczyną. Kiedy muszę założyć prezerwatywę?”. Odpowiedź: „Prezerwatywa powinna być stosowana każdorazowo i w czasie całego stosunku. Powinna być założona przed wprowadzeniem członka do pochwy. Warto wcześniej przeczytać instrukcję zakładania prezerwatywy i przećwiczyć jej zakładanie „na spokojnie”, a nie dopiero tuż przed stosunkiem”. „Witam, mam pytanie czy jest jakaś dieta, która zapobiega ciąży? Słyszałem że przecier z cieciorki tak działa i nie wiem czy to prawda”. Odpowiedź: „Niestety nie istnieje żadna dieta zapobiegająca ciąży, może poza „szklanką wody zamiast”. Pojawiające się co jakiś czas w mediach sensacyjne doniesienia o cudownych dietach i środkach antykoncepcyjnych nie znajdują naukowego potwierdzenia”. „Czy tę samą prezerwatywę można użyć kilka razy np. po wypłukaniu?”. Odpowiedź: „Absolutnie nie! Prezerwatywa służy do jednokrotnego użycia i po stosunku powinna być wyrzucona. Ponowne założenie tej samej prezerwatywy może sprzyjać jej pęknięciu czy przedostaniu się plemników do pochwy partnerki. Może więc nie spełnić swojego zadania”.
Mimo faktu, że część zadających pytania nastolatków nie kryje swojego bardzo młodego wieku, „eksperci” udzielają im fachowych odpowiedzi, jak skutecznie się zabezpieczać, nawet nie zająkując się na temat tego, że rozpoczynanie współżycia w wieku 15 lat, to – delikatnie mówiąc – lekka przesada. „Od jakiego wieku można stosować tabletki? Mam 15 lat”. Odpowiedź: „Warunek konieczny to występowanie od co najmniej 2 lat krwawień miesiączkowych. Tabletki antykoncepcyjne są lekami wydawanymi na receptę. Wymaga to wizyty u lekarza ginekologa”.
Na stronie ampw.pl nie brak też pytań poważniejszych, dotykających sfery moralności. Jednak „eksperci” kompletnie ją pomijają, udzielając trywialnych odpowiedzi typu: zastanów się, czy to, że mężczyzna zdradza żonę, rokuje dobrze na Twoją przyszłość z nim”. Ani słowa o tym, że związek 17-latki z żonatym 29-latkiem nie ma najmniejszego sensu! Już nie mówiąc o tym, że „eskpert” nie informuje dziewczynki, że to nie tylko grzech, ale zwykłe świństwo w stosunku do zdradzanej żony. „Mam 17 lat. Zakochałam się w starszym ode mnie o 12 lat mężczyźnie. On jest bardzo atrakcyjny, fajny i opiekuńczy. Pomógł mi odkryć moją cielesność i wyleczyć się z kompleksów. Spędzamy sporo czasu ze sobą. Zabiera mnie w różne fajne miejsca. Obiecuje, że się rozwiedzie ze swoją żoną, ale nigdy nie mówi kiedy. Co mam zrobić?”. Odpowiedź: „W odpowiedziach na inne pytania znajdziesz odpowiedź, czym jest miłość. Zastanów się, czy to, co oferuje ci ten mężczyzna, to prawdziwa miłość. Zastanów się też, kto więcej korzysta na waszej znajomości, nie musząc brać na siebie zobowiązań. Rozważ, czy jeśli zdradza żonę, a tobie nie jest w stanie niczego konkretnego obiecać, to dobrze rokuje na przyszłość”.
W odpowiedziach udzielanych nastolatkom „eksperci” podważają także naukę Kościoła na temat ludzkiej seksualności, całkowicie pomijają aspekt moralny poruszanych zagadnień (jak na przykład w twierdzeniu, że zakazywanie masturbacji przez Kościół to efekt ograniczeń narzucanych przez religię, który nie ma wyjaśnienia naukowego), albo wręcz przekłamują rzeczywistość, twierdząc, że syndrom poaborcyjny to mit. „Jestem wierzącym katolikiem. Na lekcjach religii usłyszałem, że masturbacja to grzech. Mam wyrzuty sumienia. Jak mam sobie z tym poradzić?”. Odpowiedź: „Nie wiem, czy pytasz, jak poradzić sobie z masturbacją czy z wyrzutami sumienia. W pierwszej sprawie skieruj to pytanie do naszego eksperta-seksuologa. Dowiesz się, że z biologicznego, rozwojowego i seksuologicznego punktu widzenia nie jest to patologia. Jej największe nasilenie występuje u dziewcząt pomiędzy 12.-14. r.ż., a u chłopców pomiędzy 14.-16. r.ż. Nie znaczy to, że wszyscy uprawiają masturbację. Zależy to od siły napięcia popędowego, która jest różna u różnych osób, oraz od sposobów radzenia sobie z nim. Tak masturbacja, jak i jej brak są naturalne. Dawniej uważano, że potrzeba masturbacji mija z wiekiem. Tak jest u wielu osób, ale część dorosłych nie żyjących w związkach lub mających wysoką potrzebę seksualną masturbuje się i nie jest to żadna choroba. Są właściwie trzy przypadki, gdy masturbacja może prowadzić do niedobrych konsekwencji, ale mało komu to grozi: (1) rozładowywanie każdego napięcia emocjonalnego czy stresu poprzez masturbację – grozi to uzależnieniem się od takiego sposobu „radzenia sobie” z trudnymi emocjami (2) bardzo nietypowe formy masturbacji (np. dziwaczne narzędzia nie przeznaczone do tego) – mogą potem utrudniać zyskiwanie przyjemności z zwykłych, naturalnych stosunków seksualnych (3) łączenie masturbacji z fantazjowaniem o dziwacznym, perwersyjnym seksie lub oglądaniem pornografii o takiej treści – może dojść do uwarunkowania reakcji seksualnej wyłącznie na takie wyzwalacze, co utrudniać może życie w intymnych związkach. Jeśli zaś chodzi o twoje wyrzuty sumienia mogę powiedzieć tylko, że religie narzucają różne ograniczenia, które nie mają wyjaśnienia rozumowego (rozum i dowody naukowe to co innego niż wiara i przekonania religijne). Nie jest prawdą podawane czasem uzasadnienie, że ktoś, kto się masturbuje, nie będzie potrafił troszczyć się o ukochaną osobę”.
„Moja przyjaciółka, która jako nastolatka zaszła w ciążę i była nieobecna w szkole pod pretekstem choroby, przyznała mi się, że pod presją rodziny poddała się aborcji. Załatwili ją w jakimś prywatnym gabinecie. A na religii słyszałam, że kobiety, które zabijają dziecko nienarodzone, cierpią potem na choroby psychiczne. Czy to prawda?”. Odpowiedź: „To ważne, że obdarzyła cię zaufaniem i podzieliła się tym, co ją boli. Widać jesteś dla niej ważną osobą. Jeśli młoda kobieta pragnie urodzić dziecko, a zostaje zmuszona do aborcji, bywa, że poważnie cierpi i potrzebuje wsparcia, a nawet pomocy psychologicznej. Podobnie jest z osobami głęboko religijnymi, które mogą zadręczać się swoją decyzją, jeśli nie zrobiły tego pod presją. Wiele zależy też od tego, jak dana kobieta radziła sobie z różnymi życiowymi trudnościami, gdy jeszcze nie była w ciąży. Jednak mówienie, że każda kobieta, która dokonała aborcji, doświadczać będzie tzw. syndromu postaborcyjnego (wieloletni smutek, poczucia utraty, poczucie winy, obniżone poczucie własnej wartości, depresja) – to mit. Ten bardzo smutny przykład pokazuje, jak ważna jest odpowiedzialność i stosowanie środków antykoncepcyjnych, gdy rozpoczyna się życie seksualne”.
Najbardziej przerażające jest jednak to, że „eksperci” otwartym tekstem zachęcają nieletnie dziewczynki do zabijania swojego potencjalnego dziecka, zalecając zażycie „pigułki po”. Chyba nie muszę dodawać, że w odpowiedzi nie ma ani słowa na temat tego, jak szkodliwe, a wręcz niebezpieczne dla życia kobiety jest zażywanie takich specyfików i jak wiele kobiet przypłaciło to zdrowiem, a nawet życiem. Nie także ani słowa na temat tego, że podanie takiej pigułki pięć dni po stosunku, w wyniku którego doszło do zapłodnienia, jest najzwyklejszym morderstwem poczętego dziecka, a zatem człowieka. „Co można zrobić po stosunku żeby nie było ciąży?”. Odpowiedź: „Jeżeli nie stosuje się żadnego zabezpieczenia, to ryzyko zajścia w ciążę jest duże. Po 2 dniach od stosunku bez zabezpieczenia można zastosować „antykoncepcję awaryjną” lub „tabletkę po”. Są tabletki hormonalne, które zabezpieczają przed zajściem w ciążę do 3 a nawet do 5 dni po stosunku. Konieczna jest wizyta u lekarza ginekologa. Lek jest wydawany na receptę”.
Na konferencji prasowej przedstawiającej projekt Małgorzata Zdanowicz, prezes Fundacji Promocji Zdrowia Seksualnego im. dr. Stanisława Kurkiewicza (pomysłodawcy akcji) zapewniała, że „celem akcji nie jest namawianie młodzieży do podejmowania współżycia, ani do żadnej konkretnej metody antykoncepcyjnej, ale do racjonalnych zachowań". Po lekturze zamieszczonych na stronie odpowiedzi, nie mam jednak wątpliwości, że jest dokładnie odwrotnie. Gdyby rzeczywiście było tak, jak przekonywała pani Zdanowicz, to znalazłabym na stronie ampw.pl choć jedno zdanie, jedyne na temat tego, że podejmowanie współżycia seksulnego w tak młodym wieku, jakim jest 15 czy 16 lat jest nieporozumieniem, i że jedyną skuteczną formą zabezpieczenia przed ciążą jest w tym wieku brak seksu! Niestety, wręcz przeciwnie - „eksperci” zachęcają do stosowania antykoncepcji, odwiedzania ginekologów, żeby było bezpiecznie i odpowiedzialnie. Nie! Odpowiedzialne jest powstrzymywanie się od seksu w wieku kilkunastu lat!
Wątpliwości, co do tego, jaki jest prawdziwy cel akcji ostatecznie rozwiała pani Dorota Obidniak ze Związku Nauczycielstwa Polskiego, której zdaniem obecnie brakuje edukacji seksualnej dla młodzieży. W jej opinii realizowany w szkołach przedmiot „wychowanie do życia w rodzinie” to jedynie "środek zastępczy", a wiedza tam przekazywana odbiega od standardów rekomendowanych przez WHO. Z kolei, Tomasz Leonowicz, jeden z udzielających odpowiedzi ekspertów, przekonywał, że programy promujące wstrzęmieźliwość seksualną są nieskuteczne, jeśli chodzi o opóźnienie wieku inicjacji seksualnej.
I wszystko jasne – może jeszcze ZNP zakupi kilkaset tysięcy gumek, które rozda wystarczająco zachęconej do uprawiania seksu (m.in. przez swój program) młodzieży. Skoro i tak nie można opóźnić wieku inicjacji seksualnej, to... róbta, co chceta.
Marta Brzezińska

