Do tej pory, aby zdiagnozować u nienarodzonego dziecka zespół Downa lekarze musieli dokonać tzw. amniopunkcji. To zabieg, polegający na wkłuciu długiej, cienkiej igły do jamy owodniowej i pobraniu próbki wód płodowych, w których znajdują się też komórki płodu. Daje wprawdzie stuprocentową pewność, ale wiąże się z poważnym ryzykiem (nawet co setna amniopunkcja kończy się poronieniem). Dlatego testy - z punktu widzenia medycyny - są rewolucją.

 

Niemiecka firma LifeCodexx jako pierwsza w Europie wprowadziła na rynek testy, w których do zdiagnozowania zespołu Downa wystarcza próbka krwi matki - czytamy w dzisiejszej "GW". Niemiecki test daje w pełni wiarygodne wyniku, i to już w 9. miesiącu ciąży. 

 

Jednak etycy, przedstawiciele Kościołów i działacze stowarzyszeń opiekujących się niepełnosprawnymi biją na alarm, że ta metoda diagnostyczna jest bezprawna. - Posłuży do dyskryminowania niepełnosprawnych. Ludzi z zespołem Downa pozbawi się w ten sposób jednego z ich praw podstawowych, prawa do życia - mówi Hubert Hüppe, pełnomocnik rządu ds. niepełnosprawnych. Ze statystyk wynika bowiem, że 90 proc. niemieckich rodziców ze zdiagnozowanym u płodu zespołem Downa decyduje się na aborcję. Według Hüppego za sprawą testów liczba aborcji wzrośnie. - Polowanie na chore dzieci się nasili. A rodzice, którym urodzi się taki potomek, zostaną poddani ostracyzmowi - mówił pełnomocnik, domagając się zakazania testów. 

 

eMBe/Wyborcza.pl