- W marszu wzięło udział 10-15 tys. Przyszli rodzice z dziećmi z małymi, z wózkami, osoby starsze. Wielu znajomych spotkało się po latach. Na początku szły grupy rekonstrukcyjne. Marsz uformował się przy rondzie Jazdy Polskiej. Gdy zaczęły się przemówienia na początku, to nawet Janusz Korwin-Mikke nie zdążył już nic powiedzieć, bo okazało się, że policja zdelegalizowała marsz. Jednak poszliśmy. Kiedy znaleźliśmy się na ulicy Spacerowej, w stronę marszu poleciało kilka petard. Zaatakowano nas zupełnie nieoczekiwanie. Kibice pobiegli w stronę tych co rzucali; po dwóch minutach wrócili i już był spokój.
Na przodzie niesiono portrety ludzi zasłużonych dla niepodległości Polski, w tym dowódców NSZ. Niesiono też portrety ks. Popiełuszki, krzyże. Marsz w spokoju dotarł do pomnika Dmowskiego. Dopiero już po rozwiązaniu marszu zaczęła się nowa zadyma – dodaje Gruszczyński.
Not. JW

