Były marszałek Sejmu napisał swój tekst po przeczytaniu rozmowy, jaką przeprowadziliśmy z Rocco Buttiglione na temat jego poglądów na kwestię aborcji.
Złe prawo czy bezprawie? Oto jest pytanie…
Kilka tygodni temu dyskutowałem z Rocco Buttiglione na konferencji w Piekarach Śląskich. Oczywiście łączyło nas przekonanie o konieczności budowania opinii chrześcijańskiej w Europie. Różniła nas natomiast ocena jej obecnego stanu. Nie od dziś. Przecież zanim Profesor wypowiedział swoje słynne zdanie, że „homoseksualizm dla niego jest grzechem” – zapewniał, że jako demokrata szanuje prawa uchwalone na rzecz homoseksualizmu w państwach Unii Europejskiej.
W czasie piekarskiej dyskusji Rocco Buttiglione nie mówił o zbrodni aborcji jako dyskwalifikującym prawnie akceptujące to państwa drastycznym łamaniu praw człowieka. O ustawodawstwie aborcyjnym mówił jako o złu moralnym i drastycznie złym moralnie, ale mieszczącym się w granicach demokracji, prawie. Poglądy aborcjonistów przedstawiał nie jako przekroczenie granic demokratycznej władzy, ale jako bolesny składnik pluralistycznego społeczeństwa. Poszedł nawet tak daleko, że zaprzeczył (w imię pluralizmu) konieczności potwierdzenia praw nienarodzonych na poziomie konstytucyjnym, a więc odpowiadającym prawom człowieka.
Tymczasem pluralizm (słowo wygodne i łatwe, bo kto będzie atakowany za głoszenie pluralizmu?) nie jest absolutnym dobrem, którym można usprawiedliwić wszystko. Pluralizm nie znosi uniwersalizmu. Prawa pluralizmu zaczynają się właśnie tam, gdzie kończy się uniwersalizm. Kto z nas chciałby bowiem, żeby na prawo (w ramach pluralizmu) wpływały muzułmańskie poglądy na małżeństwo i prawa kobiet? A kto przyzna (w imię pluralizmu) prawo do kształtowania szkolnej edukacji historycznej miłośnikom PRL? Czy antysemityzm też ma mieć wpływ na politykę (w imię pluralizmu oczywiście)?
Etyka mówi, że „wolność polityczna nie jest i nie może być oparta na relatywistycznej idei, że wszystkie koncepcje na temat dobra człowieka są równie prawdziwe i mają tę samą wartość”, a chrześcijanin jest „wezwany do odrzucenia koncepcji pluralizmu w sensie moralnego relatywizmu” („Nota doktrynalna Kongregacji Nauki Wiary dotycząca pewnych kwestii związanych z udziałem i postawą katolików w życiu politycznym”, art.3).
Zapewne niejednoznaczność stanowiska Rocco Buttliglione wobec pluralizmu jest źródłem kłopotów w wyjaśnianiu jego poglądów. Propozycje, które dziś stawia, nie zaskakują. Potępianie gwałtów aborcyjnych w Chinach jest absolutnie konieczne, ale wzywanie jedynie do „moratorium” na te gwałty jest degradowaniem opinii międzynarodowej poniżej poziomu aktualnego, oficjalnego stanowiska władz Unii Europejskiej. Unia bowiem finansując programy antyludnościowe UNFPA zastrzega, że przekazywane środki nie mogą być kierowane do państw stosujących przymusowe aborcje. Gwałty aborcyjne to nie egzotyczne barbarzyństwo, ale premedytowane akty kryminalne, domagające się reakcji Międzynarodowego Trybunału Karnego. Problem opinii chrześcijańskiej polega dziś na rozstrzygnięciu zasadniczego dylematu – czy będziemy produkować kolejne umoralniające deklaracje, czy dążyć do rzeczywistych działań władz publicznych i narodów na rzecz ładu moralnego i godności natury ludzkiej?
Być może jednak z akcji Profesora wyniknie jeden konkretny pożytek. Potępienie gwałtów aborcyjnych w komunistycznych Chinach przez kilka europejskich parlamentów może spowodować, że w ogóle zaczniemy o tej sprawie głośno mówić. Skoro jednak sprawa tak oczywista jest dziś (wedle świadectwa Rocco Buttiglione) tak trudna, tak delikatna, wręcz domagająca się działań konspiracyjnych – co dzieje się z wolnością i prawami człowieka w samej Europie? A jej werdykty profesor Buttiglione przyjmuje z pokorą godną znacznie lepszej sprawy.
Marek Jurek
Ważne lektury:
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »




