W obozie Prawicy Rzeczypospolitej minorowe nastroje. Lider partii, były marszałek Sejmu i jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiej sceny politycznej, otrzymał 1,06 proc. głosów w wyborach prezydenckich. To nie tylko za mało, by dostać się do drugiej tury (na co chyba nikt nie liczył), czy zająć trzecie miejsce, co było głośno ogłaszanym celem kandydata chrześcijańskich konserwatystów. To także za mało, by wyprzedzić Waldemara Pawlaka, Janusza Korwina-Mikke, Andrzeja Leppera i Andrzeja Olechowskiego. Jurek wyprzedził jedynie Bogusława Ziętka i Kornela Morawieckiego, którzy otrzymali mniej głosów, niż podpisów pod swoimi kandydaturami.
Czy to oznacza, że były polityk ZChN już nie powróci do politycznej czołówki? Czy jego partia, w największym stopniu ze wszystkich w Polsce podkreślająca swoje przywiązanie do obrony życia, zniknie z mapy politycznej?
Lider katolickiej prawicy
Gdy Marek Jurek zakładał Prawicę Rzeczpospolitą, ryzykował bardzo dużo. Był drugą osobą w państwie, liderem prawego skrzydła Prawa i Sprawiedliwości. Po tym, jak jego zdaniem prezes PiS w niewystarczającym stopniu wsparł postulat zmiany zapisu w konstytucji, by od tej pory chroniła życie ludzkie od poczęcia do naturalnej śmierci, zrezygnował z tego wszystkiego.
- Marek Jurek musi zrozumieć, że nie można reprezentować pewnej części wyborców, jeśli nie jest się w Sejmie. Prawica Rzeczypospolitej w swoim wirtualnym bycie nie jest w stanie skutecznie, nawet w sposób ograniczony realizować postulatów katolicko-konserwatywych. Można starać się to robić tylko poprzez Prawo i Sprawiedliwość, choć wiemy, że i tonie jest łatwe, ale możliwe - mówi portalowi Fronda.pl poseł PiS Artur Górski, który był częścią grupy posłów utożsamiających się z poglądami byłego marszałka Sejmu, lecz ostatecznie nie wystąpił z nim z klubu partii, ale w nim został.
Z tą opinią nie zgadza się do końca publicysta "Rzeczpospolitej", Piotr Semka. - W tej chwili Marek Jurek jest właściwie jedynym politykiem odwołującym się do twardych, katolickich wartości. Zginął Stanisław Zając, ciężka choroba wyeliminowała Jerzego Kropiwnickiego z polityki – tłumaczy w rozmowie z portalem Fronda.pl. I dodaje: - Start Jurka był dość ważny dla tworzenia się struktur jego partii.
Porażka przez Smoleńsk
Jedną z przyczyn słabego wyniku Jurka była katastrofa smoleńska. To ona spowodowała, że wielu jego potencjalnych wyborców zwróciło się do Jarosława Kaczyńskiego. Przede wszystkim obawiając się władzy jednej partii politycznej i jej ludzi, i to we wszystkich ważniejszych urzędach. 10 kwietnia zginął przecież nie tylko Lech Kaczyński, ale także Rzecznik Praw Obywatelskich, prezes NBP i prezes IPN.
Jednak nie tylko specyficzna atmosfera wyborów spowodowała słabe notowania byłego marszałka Sejmu. - Gdyby jego kontrkandydatem był Lech Kaczyński, bardziej lewicowy od swojego brata, Marek Jurek wypadłby lepiej. A tak Jarosław Kaczyński zebrał wokół siebie ogromne spektrum centroprawicowe i jednocześnie kierował swoją kampanię do centrum – mówi portalowi Fronda.pl były poseł i niegdysiejszy członek Prawicy Rzeczpospolitej, Artur Zawisza. Polityk nie uważa, że przyczyną było skupianie się przez byłego działacza Ruchu Młodej Polski głównie na tematyce bioetycznej. - Marek Jurek wypowiada się nie tylko na te tematy, zajmuje się właściwie każdą tematyką – tłumaczy.
- To smutne, ale okazuje się, że hasła integralnie katolickie, które głosi Jurek, w sytuacji morderczej walki między takimi kolosami jak PO i PiS nie wystarczą, by zebrać znaczące poparcie społeczne - mówi. Zgadza się jednak, że to katastrofa smoleńska przypieczętowała kiepski wynik Jurka. - Jeszcze przed tą tragedią uważałem, że Jurek zdobędzie w wyborach ok. 3-4 proc. głosów, bo na tyle oceniam bezkompromisowy, katolicki elektorat, ludzi, którzy kierują się przede wszystkim wyborem wartości. 10 kwietnia wszystko zmienił. Głosowanie na Kaczyńskiego jest wyborem w najwyższym stopniu patriotycznym także dla tych, którzy wcześniej mieli zastrzeżenia do postawy prezesa PiS - twierdzi polityk.
"Róbmy swoje"
Pojawia się pytanie: co dalej z karierą polityczną Marka Jurka? Czy to jej koniec? Z takim postawieniem sprawy nie zgadza się Artur Zawisza. - Czy 0,5 proc. poparcia dla Lecha Kaczyńskiego w sondażach przed wyborami prezydenckimi w 1995 roku, z których się ostatecznie wycofał, oznaczały koniec jego kariery? - pyta retorycznie. - Powiem raczej: Marek Jurek należy do grubej dziesiątki samodzielnych polskich polityków – dodaje.
- Marek Jurek powinien przemyśleć swoje założenie długiego marszu. Widzimy że to się nie sprawdza, że nie idzie do przodu, tylko się cofa - mówi portalowi Fronda.pl. Dodaje, że w PiS brakuje lidera skrzydła katolicko-konserwatywnego, które liczy ok.60 posłów. W tej roli rzeczywiście się doskonale sprawdzał, był faktycznym rzecznikiem prawicy. I dlatego powinien rozważyć powrót do PiS. Ale, zdaniem Górskiego, były marszałek Sejmu nie może zapominać, że w PiS są różne skrzydła i różne racje. - Czasem trzeba zacisnąć zęby i akceptować fakt, że w partii musi być miejsce także np. dla pani Joanny Kluzik-Rostkowskiej. Trzeba pamiętać, że tylko szeroka centro-prawicowa partia, o różnych nurtach i z różnymi twarzami może wygrać wybory i uchronić państwo przed całkowitym jego zawłaszczeniem przez PO - tłumaczy Górski.
Trudno powiedzieć, czy Marek Jurek ostatecznie zgodzi się z diagnozą posła PiS. Na pewno nie zgadza się z nią Artur Zawisza. - Co powinien Marek Jurek zrobić, by odgrywać większą rolę w polityce? To samo, tylko bardziej – uważa. - On jest otwarty, warto zwrócić uwagę choćby na fakt, że bez targów poparł Jarosława Kaczyńskiego w II turze wyborów. Ale by współdziałać, nie musi znów zapisywać się do PiS. Prawica Rzeczpospolitej jest potrzebna konserwatystom jako samodzielny byt, który mógłby ewentualnie wejść w jakiś sojusz z partią Jarosława Kaczyńskiego. Ale to już nie ja będę o tym decydował – konkluduje były poseł.
Czy takie propozycje padną, kto będzie ich autorem i czy Marek Jurek się na nią zgodzi, być może dowiemy się niebawem. Na jesieni Polaków czekają wybory samorządowe, a w następnym roku – odbędą się parlamentarne. Miejmy nadzieję, że w nie tak niecodziennej atmosferze, jak tegoroczne wybory prezydenckie.
Stefan Sękowski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

