Portal Fronda.pl: Jak Pan ocenia reakcję rządu na opublikowane przez "Wprost" nagrania (konferencja premiera, wtargnięcie ABW do redakcji)? Czy to oznaki destabilizacji państwa?
Marek Jurek: Premier powinien nie dziennikarzy wzywać do ujawnienia wszystkich nagrań, ale swoich współpracowników – do publicznego ujawnienia wszystkich kompromitujących zachowań. Bo problemem nie jest to, że ujawniono rozmowy o tym jak we współpracy rządu z niezależnym konstytucyjnym organem władzy zmanipulować opinię publiczną, jak wykorzystać politykę finansową państwa dla partyjnych interesów władzy. Prawdziwym problemem jest to, że takie rozmowy prowadzono, że prowadzili je jeden z najbliższych współpracowników premiera i prezes Banku Narodowego. Marzenia tych panów o (jak to określił prezes Belka) o „kulturze współpracy instytucji” w walce z opozycją – to znak, że stoimy wobec realnej groźby zamieniania porządku konstytucyjnego w „demokrację sterowaną”, w której opinia publiczna zostanie pozbawiona realnych praw.
Jak w tej sytuacji zachowa się opozycja? Czy jest szansa na odwołanie rządu?
Odwołanie rządu jest trudne, ale nie jest niemożliwe. Rząd powinna zmienić większość podobna do tej, która w Sejmie obroniła antykorupcyjną działalność Mariusza Kamińskiego. Nowy rząd powinien mieć charakter ponadpartyjny, powinien zagwarantować realizację podstawowych interesów kraju na forum międzynarodowym i uczciwe przeprowadzenie wyborów. Ten moment prawdy jest wyjątkową okazją dla polityków większości rządowej na uniezależnienie się od moralnej tyranii Donalda Tuska. Oczywiście, opozycja powinna ich do tego zachęcić. Ma to znaczenie nie tylko dla doraźnej zmiany władzy i spokojnego doprowadzenia kraju do wyborów, ale i dla stworzenia szerokiej i stabilnej większości po wyborach, takiej, która będzie naprawdę zdolna do przeprowadzenia głębokich zmian i do uzdrowienia życia publicznego.
Rozmawiała Marta Brzezińska-Waleszczyk
