Dymisja ministra Gowina to w planie węższym kolejny akt tyranii moralnej Donalda Tuska, przywódcy, który nie jest w stanie zaakceptować norm nadrzędnych wobec swojej wyborczej polityki. Każdy polityk broniący naturalnej sprawiedliwości czy porządku konstytucyjnego jest zawsze w prawie, z czym Donald Tusk nie może się pogodzić.  Swoje przekonanie o nadrzędności polityki wyborczej wobec ładu moralnego Tusk zresztą zadeklarował publicznie, w obecności (jeszcze posła) Jarosława Gowina, gdy wspólnie otwierali prace nad ustawodawstwem in vitro: „nie będziemy się kierować żadną ortodoksją”, i jak sprecyzował –  „żadną zewnętrzną normą”.

W planie szerszym odwołanie ministra Gowina to potwierdzenie kompletnej nieskuteczności gry podejmowanej z dyktaturą relatywizmu w ramach jej logiki. To był zresztą największy błąd Gowina, który w sprawach in vitro zamiast uprawnionego gradualizmu, zgłaszania choćby ograniczonych projektów prawnych, ale odwołujących się wprost do dobra społecznego – postanowił zaprojektować z góry „kompromis” między tymi, którzy gotowi są zgadzać na selekcję dzieci w ramach praktyk in vitro, i tymi, którzy bronią nietykalności życia. Był to, niestety, szkodliwy eksperyment, mający raczej na celu rozwiązanie dylematu niewygodnego dla polityków, niż kwestii społecznej.

Ustawowa ochrona życia, która z perturbacjami (i z długą, prawie roczną przerwą) istnieje w Polsce od dwudziestu lat to był efekt obrony zasad cywilizacji życia, konfrontacji poglądów, a nie wykoncypowanego „kompromisu”. Ostateczny, ułomny, ale zawierający dobre zapisy, kształt ustawy był pochodną projektu po prostu chroniącego życie. Był forsowany i okazał się względnie trwały, bo stało za nim przekonanie o konieczności obrony życia – a nie „jakiegoś rozwiązania kwestii aborcji”. Oczywiście życzę ministrowi Gowinowi, żeby w przyszłości szedł taką właśnie drogą, żeby ostatnie doświadczenia uczyniły go silniejszym.

Bo jego odwołanie to wydarzenie bardzo znaczące. Mimo wszystko kończy grę pozorów, którą chciał prowadzić premier Tusk i do której koniec końców Jarosław Gowin nie pasował. I jest to również problem dla Platformy. Jeżeli Gowin zawrze porozumienie z Januszem Piechocińskim – jest w stanie przekonać pół miliona, czy nawet milion wyborców PO do głosowania na formację centrowo-ludową, a to zasadniczo zmieniłoby układ sił politycznych w Polsce. I jest to możliwe – jeśli centrowym politykom nie zabraknie odwagi.

Marek Jurek

JW