Marcin Ludwik Rey napisał na swoim Facebooku:
Podczas przystanku Woodstock pod batutą Owsiaka w ramach wzmożenia z myślą o ofiarach zamachu w Nicei zaśpiewano „Marysliankę”: "I marsz, i marsz! By ziemię krwią napoić, przyszedł czas!".
28 lutego 1794 roku jedna z republikańskich „kolumn piekielnych” dowodzona przez gen. Cordellier’a zabiła 564 osoby w wandejskiej wiosce Les Lucs-sur-Boulogne. Część zginęła w podpalonym kościele, resztę wykończono bagnetami, dla oszczędności nabojów. Kobiety zgwałcono, nieraz pośmiertnie, niemowlętom roztrzaskiwano główki o ściany. Pamiątką jest witraż w kaplicy, która stoi w miejscu tamtego kościoła. Kościół parafialny odbudowano gdzie indziej.
Wychowałem się w Wandei, większość dzieciństwa spędziłem w innej wiosce Venansault, skąd jeździłem sobie na rowerku te kilkanaście kilometrów zagrać w piłkę z kolegami z Les Lucs-sur-Boulogne. Pustawo tam, jak na Francję. Wrzosowiska, pola przedzielone dzikimi żywopłotami, dolmeny i menhiry w zagajnikach, gdzieniegdzie gospodarstwo. To było grubo ponad dwa wieki temu, a demograficznie Wandea nadal nie dorównała do średniej francuskiej. Zginęło około 200 tysięcy ludzi.
Mam także obywatelstwo francuskie, więc z rozdzielnika otrzymuję co roku zaproszenie na przyjęcie do francuskiego konsulatu w Krakowie 14 lipca – z okazji święta narodowego w rocznicę zdobycia Bastylii. Nigdy nie skorzystałem i nigdy nie skorzystam z tego zaproszenia.
kol/Facebook
