Polski rząd zawiesił mały ruch graniczny z obwodem kaliningradzkim ze względów bezpieczeństwa. Dla województw pomorskiego i warmińsko-mazurskiego to poważny problem, bo w ubiegłym roku Rosjanie wydali w nich około 286 mln zł.
Mały ruch graniczny pozwala mieszkańcom przygranicznych regionów podróże bez wiz. Polska ma taką umowę z Rosją i Ukrainą. Mały ruch zawieszono od 4. lipca, w związku ze szczytem NATO i ŚDM. Poinformowano o tym nagle, co wywołało niezadowolenie mieszkańców regionów przygranicznych, ale zarazem utrudniło ewentualne wrogie działania.
Mały ruch graniczny już przywrócono - ale tylko na granicy z Ukrainą. Jarosław Zieliński, wiceszef MSW, powiedział, że w przypadku Obwodu Kaliningradzkiego wciąż nie ustały przyczyny, dla których mały ruch zawieszono. Nie wiadomo, na jak długo; niektóre media sugerują, że mały ruch graniczny z Rosją może nie wrócić już nigdy. Byłby to duży cios w lokalną gospodarkę.
Z kolei według ekspertów "Gazety Rosyjskiej", Polska szkodzi sobie decyzją o zawieszeniu małego ruchu granicznego.
"Decyzja ta wyrządzi Polakom, szczególnie przedsiębiorcom, więcej szkód niż mieszkańcom Kaliningradu" – przekonuje dziennik. Gazeta podkreśla, że skutki finansowe odczują handlowcy, właściciele hoteli i restauracji.
"Stracili 300 tysięcy potencjalnych klientów" – wylicza "Rossijskaja Gazieta". Z danych Federalnej Służby Bezpieczeństwa wynika, że Polacy przekraczali rosyjską granicę aż 1 milion 300 tysięcy razy, a Rosjanie polską 590 tysięcy razy.
ol/wyborcza.pl, IAR, fronda.pl
