Projekt uchwały o finansowaniu zapłodnienia metodą in vitro ma wejść pod obrady sejmiku na grudniowej sesji jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia. Gdy zostanie przegłosowany, pary z Małopolski borykające się z bezpłodnością będą mogły w przyszłym roku starać się o dofinansowanie zapłodnienia metodą in vitro. - Na początek chcemy dofinansować metodę in vitro 220 parom z całej Małopolski. Każda z nich dostanie po 2 tys. zł. Więc w sumie w przyszłym roku chcemy wydać na ten cel 440 tys. zł - mówi Teresa Starmach, radna wojewódzka PO.
- Wprawdzie dotyka nas kryzys i w przyszłorocznym budżecie województwa są planowane cięcia, ale postanowiliśmy uczynić pewien gest w stronę osób mających problem z bezpłodnością. Ta uchwała będzie pewnym symbolem, pokazującym, że jako samorząd wojewódzki nie chowamy się przed problemami współczesnego świata - uważa Kazimierz Czekaj, przewodniczący sejmikowej komisji budżetu z ramienia PO. - Oczywiście, zdajemy sobie sprawę, że wniesienie pod obrady sejmiku takiego projektu uchwały może wywołać skrajne emocje konserwatywnej prawicy. Jesteśmy na to przygotowani. Mamy medyczne argumenty, którymi będziemy przekonywać naszych adwersarzy – dodaje.
Jakie będą skutki tej decyzji dla radnych PO przypomniał niezwykle mocno arcybiskup Andrzej Dzięga. „Gdyby jednak ktoś z katolików świadomie podpisał się lub głosował za dopuszczalnością in vitro, także przez pokrętną formułę jego dofinansowania wbrew obowiązującym w Polsce zasadom prawa, niech pamięta, że występuje przeciwko godności osoby ludzkiej i przeciwko prawu Bożemu. Sam się wtedy odłącza od pełnej wspólnoty z Kościołem katolickim, póki następnie sprawy nie przemyśli, nie przemodli i nie zmieni publicznie swojego stanowiska. Do tego czasu niech pamięta, by nie prosił też Kościoła o dar komunii świętej" - napisał abp Dzięga.
TPT/Wyborcza.pl/Fronda.pl
