Pierwsza myśl, po przeczytaniu wywiadu z Maciejem Maleńczukiem dla portalu styl.pl chce się zapytać: po co robi się wywiady z osobami tak moralnie i duchowo upadłymi. Po czym następuje refleksja i pojawia się kolejne pytanie: A może ten człowiek po prostu głośno domaga się pomocy?

Maleńczuk zaczyna swoje straszne wyznania od krytyki … Pierwszej Komunii Świętej, dzięki której – jak wyznał – stał się satanistą: „Nie znosiłem krótkich spodenek i najgorszym dniem mojego życia była Pierwsza Komunia Święta. Prawdopodobnie wtedy zostałem satanistą. Być artystą i nie wierzyć w nic - tak się nie da, potrzebuję tej transcendencji. Wiem, że tego nie ma, ale potrzebuję zwrócić się do jakiejś siły wyższej”. Po czym mówi, że jest „depresyjnym typem” więc zażywa narkotyki: „Lubię się grzebać w ponuractwie. Dlatego palę marihuanę, czasami zażywam narkotyki i czasem też się upijam, bo na trzeźwo świat jest nie do przyjęcia”.

Na temat diabła Maleńczuk mówi: „Diabeł to był jeden z ważniaków w niebie, był aniołem, ale został strącony, bo się sprzeciwił. Podoba mi się to, że się sprzeciwił i że został strącony tu, na ziemię. Trudno jest do Boga zwracać się: „Czy ja bym nie mógł zarabiać chociaż 1000 zł więcej na miesiąc, bo nie daję rady?”. A diabeł tak nie powie, tylko ci tego tysiaka podrzuci. Bo on jest od takich drobnych spraw. Wiesz, o co chodzi? Góry są wysokie, a cesarz daleko. W związku z tym wznoszenie modłów do góry nie ma sensu, bo nie są słyszalne. A tu gdzieś za miedzą siedzi sobie taki mały polski diabełek, jakiś Rokita - może komuś mleko zwarzy czy oponę przekłuje. Ale wydaje mi się, że przydałby się nam taki mniejszy, bliższy Bóg. Taki może trochę nawet ułomny…”.

Maciej Maleńczuk to postać, która potrzebuje prawdziwego wsparcia duchowego, albo naprawdę źle skończy. Jak każdy człowiek, nawet najbardziej zdegenerowany potrzebuje on sacrum, potrzebuje Miłości Bożej. Sam nawet w wywiadzie daje do zrozumienia, może nawet krzyczy że tak właśnie czuje: „Dręczy mnie ta sprawa. Katolicyzm, Bóg, wiara w niego, religię to mój konik. Bo do tej pory nie mogę uwierzyć, że ludzie dali się aż tak nabrać. (…) Mnie się podoba afrykańskie podejście. Tam przyjmują każdą religię. Potrafią obok siebie postawić Matkę Boską i swoje bóstwa. Jak mi się benzyna kończy w baku, też potrafię czasem modły odprawiać. A nie daj Boże, gdyby zachorowało mi dziecko - modliłbym się. Ja się tego nie wypieram. W sytuacji krytycznej, jak nie będę miał się do kogo odnieść, będę się modlił, mimo że mój pragmatyczny umysł mówi mi, że tego nie ma” – wyznaje Maleńczuk.

Dlatego módlmy się za Maleńczuka, by Dobry Bóg przemienił jego serce i umysł!

Philo/styl.pl