Nie ma i nie będzie trwałego pokoju, dopóki ludzie nie nawrócą się do Boga w Jezusie Chrystusie. Tak najkrócej podsumować można orędzie Ojca świętego. Nawrócenie to obejmować musi jednak każdy wymiar ludzkiego życia: osobisty, prawny, polityczny, ale także ekonomiczny. Benedykt XVI jednoznacznie wskazuje miejsca, w których powinna dokonać się przemiana. Papieska odwaga sprawia zaś, że nikt nie może się uznać za wolnego od konieczności nawrócenia, i nikt nie powinien uznać, że jego światopogląd w kwestiach gospodarczych, politycznych czy społecznych nie potrzebuje metanoi. Liberałowie gospodarczy usłyszą, że rynek nie reguluje wszystkiego, i że trzeba zastąpić dyktat zysku, światopoglądowi lewicowcy, że nie będzie pokoju, tak długo jak legalne będzie zabijanie nienarodzonych a rodzina będzie niszczona, a konserwatywni narodowcy czy patrioci zmierzyć się muszą z apelem o przebaczenie i uznanie swoich win. Słowem każdy ma coś do poprawienia, przemyślenia, tak by możliwa stała się nowa synteza kulturalna.
Antropologia pokoju
Pokój, przypomina Benedykt XVI, nie jest utopią ani naiwnym marzeniem, ale celem do jakiego Bóg wzywa ludzi. Ale, żeby rzeczywiście to zrozumieć trzeba zmienić spojrzenie na świat, człowieka i społeczeństwo. „Pokój zakłada (...) humanizm otwarty na transcendencję. Jest owocem wzajemnego daru, obopólnego ubogacenia, dzięki darowi, który pochodzi od Boga i pozwala żyć z innymi i dla innych. Etyka pokoju jest etyką jedności i dzielenia się. Trzeba więc, aby różne dzisiejsze kultury odrzuciły antropologie i etyki oparte na założeniach teoretyczno-praktycznych czysto subiektywnych i pragmatycznych, na mocy których relacje współistnienia inspirowane są przez kryteria władzy lub zysku, środki stają się celami i odwrotnie, kultura i edukacja skupiają się wyłącznie na narzędziach, technice i wydajności. Wstępnym warunkiem pokoju jest pozbycie się dyktatury relatywizmu i założenia, że moralność jest całkowicie niezależna, wykluczającego uznanie niezbędnego naturalnego prawa moralnego, wypisanego przez Boga w sumieniu każdego człowieka. Pokój jest budowaniem współistnienia w kategoriach racjonalnych i moralnych, w oparciu o fundament, którego miara nie jest stworzona przez człowieka, ale przez Boga” - podkreśla Benedykt XVI.
Antropologia pokoju wymaga jednak także głębszego spojrzenia na człowieka. Czysty pesymizm, do którego nie ma co ukrywać nie brakuje powodów, nie wystarcza. Trzeba wejść głębiej w serca ludzkie i dostrzec w nich obraz i podobieństwo Boże, które rodzą w człowieku szczere pragnienie budowy nowego świata i rozwoju. Pragnienie, którego realizacja, wymaga spotkania się z Chrystusem, które jest „pierwszym i zasadniczym integralnego rozwoju ludów”. Ewangelizacja, głoszenie Boga, który stał się człowiekiem jest zatem budowaniem pokoju.
Nie ma pokoju bez solidarności
Zagrożeniem dla pokoju jest jednak nie tylko brak wiary czy relatywizm, ale również „dominacja mentalności egoistycznej i indywidualistycznej, wyrażającej się w pozbawionym reguł kapitalizmie finansowym”. „Ten, kto czyni pokój, musi też pamiętać, że w coraz większej części opinii publicznej ideologie radykalnego liberalizmu i technokracji budzą przekonanie, że wzrost gospodarczy może być osiągnięty nawet kosztem erozji społecznej roli państwa i społeczeństwa obywatelskiego jako sieci relacji opartych na solidarności, a także praw i obowiązków społecznych. Otóż trzeba zauważyć, że te prawa i obowiązki mają podstawowe znaczenie dla pełnej realizacji innych, poczynając od praw obywatelskich i politycznych” - uzupełnia Benedykt XVI.
W praktyce takie podejście oznacza konieczność mocniejszego skupienia się na zbudowaniu nowego modelu gospodarki, który byłby integralny, solidarny i zrównoważony, bardziej skupiony na walce z brakiem pracy czy rosnących nierównościach, niż na zysku. „... wzorzec, który panował w ostatnich dziesięcioleciach postulował poszukiwanie maksymalizacji zysku i konsumpcji, w perspektywie indywidualistycznej i egoistycznej, chcącej oceniać ludzi tylko ze względu na ich zdolność do odpowiadania wymogom konkurencyjności. Natomiast w innej perspektywie prawdziwy i trwały sukces można osiągnąć poprzez dar z siebie, swoich możliwości intelektualnych, przedsiębiorczości, ponieważ znośny, to znaczy prawdziwie ludzki, rozwój gospodarczy potrzebuje zasady bezinteresowności, jako wyrazu braterstwa i logiki daru. Konkretnie w działalności gospodarczej, kto buduje pokój, jawi się jako ten, który ustanawia ze współpracownikami i kolegami, zleceniodawcami i użytkownikami relacje lojalności i wzajemności. Wykonuje on działalność gospodarczą na rzecz dobra wspólnego, przeżywa swoją pracę jako coś, co wykracza poza własny interes, dla dobra pokoleń obecnych i przyszłych. W ten sposób pracuje nie tylko dla siebie, ale także, aby dać innym przyszłość i godną pracę” - zaznacza Benedykt XVI i wzywa do tworzenia „etyki rynków monetarnych, finansowych i komercyjnych”. Rynki te, i to bez wątpienia nie spodoba się twardym wolnorynkowcom, powinny być – zdaniem Benedykta XVI – „lepiej koordynowane i kontrolowane, tak by nie przynosiły szkody najbiedniejszym”.
Prawo do życia fundamentem pokoju
Ale nie ma najmniejszych powodów, by z tego orędzia cieszyli się lewicowcy. Nie mniej istotnym bowiem, jak krytyka neoliberalizmu czy technokratyzmu, elementem tego dokumentu jest także mocne przypomnienie, że nie ma i nie może być prawdziwego pokoju, dopóki legalna będzie aborcja czy eutanazja. „... prawdziwie czynią pokój ci, którzy kochają życie, bronią go i je promują we wszystkich jego wymiarach: osobistym, wspólnotowym i transcendentnym. Życie w pełni jest szczytem pokoju. Ten, kto pragnie pokoju nie może tolerować zamachów na życie i zbrodni przeciwko życiu” - zaznacza Benedykt XVI. „Ci, którzy nie doceniają w wystarczającym stopniu wartości ludzkiego życia i w konsekwencji popierają na przykład liberalizację aborcji, być może nie zdają sobie sprawy, że w ten sposób opowiadają się za dążeniem do pokoju iluzorycznego. Ucieczka od odpowiedzialności, która uwłacza osobie ludzkiej, a tym bardziej zabijanie bezbronnych i niewinnych istot ludzkich, nigdy nie zaprowadzi do szczęścia czy pokoju. Czyż można myśleć o osiągnięciu pokoju, integralnego rozwoju ludów czy o ochronie środowiska naturalnego, bez ochrony prawa do życia najsłabszych, poczynając od tych, którzy mają się urodzić?” - dodaje Ojciec święty.
Wychowanie do pokoju wymaga jednak również normalnego małżeństwa i rodziny. Rozbijanie ich, zastępowanie innymi wspólnotami jest zatem działaniem przeciwko pokojowi i przyczyniać się może do nowych konfliktów i wojen. „Nikt nie może ignorować ani lekceważyć decydującej roli rodziny, podstawowej komórki społeczeństwa z punktu widzenia demograficznego, etycznego, pedagogicznego, ekonomicznego i politycznego. Jest ona w sposób naturalny powołana do promowania życia: towarzyszy osobom w ich wzrastaniu i pobudza je do wzajemnego wspierania się w rozwoju poprzez wzajemną opiekę. W szczególności w rodzinie chrześcijańskiej istnieje zalążek projektu wychowania osób według miary Bożej miłości. Rodzina jest jednym z podmiotów społecznych niezbędnych w tworzeniu kultury pokoju. Trzeba chronić prawa rodziców oraz ich zasadniczą rolę w wychowaniu dzieci, przede wszystkim w dziedzinie moralnej i religijnej. W rodzinie rodzą się i wzrastają ludzie pokój czyniący, przyszli krzewiciele kultury życia i miłości” - zaznacza papież.
Wolność religijna dla wszystkich
Pokój wymaga także zgody na pełną, a nie tylko ograniczoną do niektórych wolność religijną. I choć łatwo jest nam to uznać, gdy myślimy o prawie do głoszenia własnej religii przez nas chrześcijan, to Benedykt XVI przyznaje je również wyznawcom innych religii (nie wymienionych z nazwy, ale bez wątpienia odnosząc to także do islamu). Wolność ta ma być także wolnością pozytywną. „W tym momencie dziejowym staje się coraz ważniejsze, aby prawo to było promowane nie tylko z negatywnego punktu widzenia, jako wolność od – na przykład, zobowiązań i przymusu w zakresie wolności wyboru własnej religii – ale także z pozytywnego punktu widzenia, w jego różnorodnych aspektach, jako wolność do: na przykład do dawania świadectwa o swojej religii, do głoszenia i przekazywania jej nauczania; do prowadzenia działalności edukacyjnej, charytatywnej i opiekuńczej, pozwalającej wprowadzać w życie nakazy religijne; do istnienia i działania jako organizacje społeczne, tworzone zgodnie z właściwymi im zasadami doktrynalnymi i celami instytucjonalnymi” - podkreśla Benedykt XVI i wskazuje, że prawo to jest już obecnie kwestionowane także wobec chrześcijan i to w krajach tradycji chrześcijańskiej.
Wolność religijna (rozumiana jako wartość, a nie tylko zaakceptowanie przymusu), wezwanie do przebaczania (także w przestrzeni społecznej), budowanie opartej na zasadzie solidarności ekonomii – wszystko to ma prowadzić do stworzenia nowej syntezy myśli, która odrodzić może świat. Ta synteza opierać się musi na chrześcijaństwie, bo tylko w nim połączyć można rozmaite tendencje polityczne, wybierając z nich to, co buduje dobro wspólne. „Mała encyklika” Benedykta XVI jest niewątpliwie wkładem w taką nową syntezę. I tak powinna być odczytywana.
Tomasz P. Terlikowski
