Po przekazaniu materiałów Klichowi i spisaniu protokołu 10 tys. stron dokumentów, w dziewięciu kartonach przewieziono do Ambasady RP w Moskwie. Do Polski mają trafić pocztą dyplomatyczną.
- Wcześniej MAK przekazał już Polsce część dokumentów. To 60 różnych pozycji, m.in. przesłuchania osób zaangażowanych w przyjęcie samolotu, pracowników lotniska w Smoleńsku – wyliczał rzecznik prasowy komitetu Oleg Jermołow.
Dokumenty zebrane na miejscu katastrofy były w bardzo złym stanie. – Segregowaliśmy je i oczyszczaliśmy w warunkach laboratoryjnych przez kilka dni – opowiadał „Rzeczpospolitej” jeden z ekspertów. Prace prowadzono w kombinezonach, rękawiczkach i maskach. Brali w nich udział polscy specjaliści.
Polska nie odzyskała książki eksploatacyjnej Tu-154 i dwóch tomów „Instrukcji użytkowania w locie”. - Po konsultacjach z Klichem zdecydowano o pozostawieniu ich w Moskwie na potrzeby dalszych badań komitetu – tłumaczył Jermołowa. A sam Klich dodał, że „na mocy załącznika 13. do Konwencji chicagowskiej to Rosjanie decydują, które dokumenty nam przekażą przed zakończeniem prac MAK.
maj/Rzeczpospolita/Polskie Radio
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

