Gremium, które bada przyczyny katastrofy postanowił się bliżej przyjrzeć tygodnik „Newsweek”. Gazeta podkreśla „unikatowość” tego gremia. Po upadku Związku Sowieckiego, 30 grudnia 1991 rok jedenaście byłych republik sowieckich powołało do istnienie Wspólnotę Niepodległych Państw.

- MAK miał odpowiadać za ich przestrzeń powietrzną. Wspólnota obumarła, a MAK ...rozkwitł – czytamy w internetowym serwisie tygodnika. Co to znaczy? Komitet działa na dość osobliwych zasadach. Z jednej strony w oparciu o kodeks handlowy Federacji Rosyjskiej działa jak przedsiębiorstwo. I tak, za wydanie certyfikatów pobiera opłaty. Z drugiej zaś strony, rząd rosyjski przyznał mu status przedstawicielstwa dyplomatycznego.

Co budzi największe kontrowersje? Tak naprawdę badając przyczyny katastrof lotniczych, komitet ocenia sprzęt, któremu sam wcześniej wydał certyfikat. Krótko, jest to gremium, które samo opiniuje swoją własną pracę. O tym jakie to ma znaczenie może świadczyć katastrofa  ormiańskiego samolotu A320. O spowodowanie katastrofy MAK oskarżył załogę maszyny. Nie ujawnił przy tym dowodów świadczących o błędach obsługi lotniska i fatalnym stanie technicznym portu lotniczego. Oczywiście ten port lotniczy certyfikował wcześniej nie kto inny niż MAK. Doszło do takiego spięcia, że ormiańskie media żądały wystąpienia Armenii z Komitetu.

Kolejnym przykładem orzecznictwa MAK jest historia pilota linii Azor-Awia Aleksandra Kazncewa. Komitet orzekł, że to właśnie on jest odpowiedzialny za rozbicie w 2004 r. na lotnisku w Baku samolotu Ił-76. Trzy lata później pilot wytoczył liniom lotniczym, do których należał samolot, proces o zniesławienie. Tylko tak, jak  tłumaczy, mógł pośrednio oskarżyć objętych dyplomatycznym immunitetem specjalistów MAK.

Kazncew przedstawił dokumenty, z których wynikały jasno wprost szokujące rzeczy. Silniki federalnej maszyny aż 7 lat przed katastrofą zostały przez właściciela skreślone ze stanu i zakwalifikowane jako złom. Jednak tuż przed katastrofą zużyte silniki znów zamontowano do Iła. Certyfikaty na nie wydał MAK. Mało tego zmyślny przewoźnik ubezpieczył maszynę na 10 milionów dolarów.

maj/Newsweek.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »