Już po pierwszych doniesieniach medialnych o planowanym "Drugim Asyżu", pojawiły się głosy, że Benedykt XVI przekreśla wszystko, co zbudował dla "restauracji Tradycji katolickiej" czy definitywnego uregulowania Bractwa św. Piusa X. Jeden z przedstawicieli tego zgromadzenia, ks. Karl Stehlin powiedział w rozmowie ze mną, że "ogłoszenie ponownego spotkania w Asyżu – to bardzo niepokojące znaki. Wygląda to na ponowną apoteozę ducha Soboru, a więc kolejny wstrząs dla Kościoła i dla świętej katolickiej Wiary".
Krytyczne słowa padały jednak nie tylko ze strony "piusowców", ale również tzw. "środowisk indultowych". Hasło "Asyż" zabrzmiało w tych kręgach, niczym "Żadnych marzeń, panowie!" wypowiedziane w 1856 r. przez cara Aleksandra II do Polaków, którzy oczekiwali zmian politycznych.
I tu należałoby zapytać, co z zaufaniem do Benedykta XVI, które deklarowali tradycjonaliści? Co z hasłem "Pokolenie Benedykta XVI"? Czyżby było tylko pustym sloganem?
Ojciec Święty wielokrotnie udowadniał, że potrafi wykazywać tradycyjną stanowczość dogmatyczną, przy jednoczesnym zachowaniu dorobku swoich poprzedników ery aggiornamento, czego pięknym przykładem była Anglicanorum coetibus, przesądzająca o powrocie wielu anglikanów na łono Kościoła Katolickiego.
Innym dowodem może być dokument "Odpowiedzi na pytania dotyczące niektórych apsektów nauki o Kościele", opracowany przez Kongregację Nauki Wiary w 2007 r. (notabane bardzo popularny w kręgach konserwatywnych). Na pytanie, dlaczego w konstytucji dogmatycznej Lumen gentium zostało napisane, że Kościół Chrystusowy trwa w Kościele katolickim, a nie, że po prostu nim jest, znajdujemy odpowiedź: "Użycie tego wyrażenia, które oznacza pełną identyczność Kościoła Chrystusowego z Kościołem katolickim, nie zmienia doktryny o Kościele, a swoją prawdziwą motywację znajduje w tym, że jaśniej wyraża fakt, iż poza jego organizmem znajdują się <<liczne pierwiastki uświęcenia i prawdy>>,<<które jako właściwe dary Kościoła Chrystusowego nakłaniają do jedności katolickiej>>. <<Dlatego Kościoły i Wspólnoty odłączone, choć w naszym przekonaniu podlegają brakom, wcale nie są pozbawione znaczenia i wagi w tajemnicy zbawienia. Duch Chrystusa nie wzbrania się przecież posługiwać nimi jako środkami zbawienia, których to moc pochodzi z samej pełni łaski i prawdy, powierzonej Kościołowi katolickiemu>>" [cytaty pochodzą z dekretu Unitatis redintegratio - przyp. red.'/>.
Jeżeli "hermeneutyka ciągłości" Benedykta XVI przynosiła do tej pory dobre owoce, dlaczego nie miałaby dotyczyć również październikowego spotkania przedstawicieli różnych religii? Wygląda na to, że nie będziemy świadkami stawiania posążka Buddy na tabernakulum czy innych nadużyć, gdyż najważniejszym punktem spotkania będzie pielgrzymka, w której dopiero na ostatnim odcinku wezmą udział reprezentanci innych wyznań. "Będzie on symbolizować drogę każdej istoty ludzkiej systematycznie poszukującej prawdy i zajętej czynną budową sprawiedliwości i pokoju. Odbywać się będzie w ciszy dając możliwość osobistej refleksji i modlitwy" - czytamy w komunikacie watykańskiego Biura Prasowego.
Pamiętajmy, że wydarzenie odbędzie się w cieniu Bazyliki Świętego Franciszka, na której szczycie widnieje krzyż, a nie żaden synkretyczny symbol. Benedykt XVI potrafi w sytuacjach - na pierwszy rzut oka - nie do wybrnięcia, wykazać się mądrością i udowodnić, że jest Papieżem wszystkich katolików - zarówno tych opcji tradycyjnej, jak i preferujących inne metody ewangalizacji. Dlaczego nie miałoby tak być również w Asyżu?
Zamiast porzucać nadzieje, lepiej zaufać. Jak przystało na "Pokolenie Benedykta XVI"!
Aleksander Majewski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

