Takim komunikatem jest niewątpliwie sprzeciw wobec koncertu Madonny, który opiera się tylko i wyłącznie na wysyłaniu maili do pani prezydent Warszawy, właściciela Stadionu Narodowego i organizatorów koncertu. "Nie zgadzamy się, aby do naszego kraju zapraszano piosenkarkę "Madonnę" Louise Ciccone, która ma wystąpić 1 sierpnia na Stadionie Narodowym w Warszawie. Stanowczo protestujemy przeciwko promocji tej "gwiazdy". Nie chcemy też, aby wystąpiła na Stadionie Narodowym, wybudowanym za nasze pieniądze!" - czytamy na stronie inicjatywy "Nie idę na koncert Madonny" (www.protestuj.pl).

 

Przedstawiciele Krucjaty Młodych swoją decyzję uzasadniają bluźnierczym emploi artystki. Przypominają, że 3 lata tremu koncert Madonny odbył się pod hasłem „W tym kraju nie ma miejsca na dwie królowe" 15 sierpnia, czyli w dniu największego święta maryjnego. "Twórczość Madonny w różnych formach atakuje wiarę katolicką. Podczas koncertów obraża ona Jezusa Chrystusa, podpalając krzyże i zakładając koronę cierniową. Ponadto propaguje homoseksualizm, lubieżnie całując się z innymi kobietami, a także promuje pornografię, wykonując obrzydliwe gesty i pozy" - piszą organizatorzy protestu.

 

Dlatego trudno, żeby katolicy udawali, że pada deszcz, gdy ktoś pluje im w twarz. W końcu są obywatelami III RP i mają prawo korzystać ze swoich praw. Niestety nie mieści się to w głowie polit-poprawnego totalnictwa, które nie jest w stanie sobie wyobrazić, że katole mają czelność wyrażać swoje niezadowolenie. No tak, w końcu tolerancyjny katol, to taki, który siedzi cicho, a o rozmowę o  swojej wierze, zawsze zaczyna od słowa "przepraszam". Przepraszam, że jestem katolikiem. Przepraszam, że wierzę w Chrystusa. Przepraszam za to, że w ogóle jestem... Ot, cała mentalność "otwartego katolika", który w swoim panicznym odcinaniu się od wszelkiego "oszołomstwa", przypomina zakompleksionego prowincjusza, który nagle przyjechał do wielkiego miasta i chce ukryć swoje pochodzenie (jako zdeklarowany "wieśniak", często miałem okazję obserwować takie zachowania).

 

"Nie chcę, żebyś ktoś zrozumiał mnie źle – absolutnie nie neguję wysiłków podejmowanych przez katolicką młodzież" - pisze na portalu Fronda.pl Marta Brzezińska, aby za chwilę dodać: "Jednak wzywanie do bojkotu koncertu 1 sierpnia budzi we mnie pewne wątpliwości, bo cała akcja, miast logicznego i rozsądnego protestu w słusznej sprawie przypomina raczej histeryczne wybryki Jerzego Roberta Nowaka". Nie wiem co histerycznego jest w wysyłaniu maili  z wyrażeniem swojej opinii i jakie wybryki Jerzego Roberta Nowaka ma na myśli moja redakcyjna koleżanka. Podobnie, jak nie rozumiem eksponowania sformułowań typu "szatański projekt" czy "uderzyć nas między oczy, prosto w mózg" z dłuższej wypowiedzi i podciągania ich pod akcję Krucjaty Młodych.

 

Dlatego, zamiast załamywać ręce nad młodzieńcami, którzy swoją akcją "robią obciach" oświeconym katolikom, warto upominać się o prawo do wyrażania opinii. Niebawem możemy stracić również i to. Idę o zakład, że wtedy wszyscy guwernerzy dobrego smaku - jako pierwsi - będą użalać się, że katolicy mają zakneblowane usta. W końcu to chwytliwe sformułowanie...

 

Aleksander Majewski