Dziś zapadł wyrok w sprawie Grudnia '70. Wyrok uniewinniający dla jego sprawców. Trudno nie kryć oburzenia i frustracji po tylu latach procesu. Czy ten wyrok to pewien symbol?
Najprostsza moja odpowiedź brzmi tak: dziś mamy 70 rocznicę wybuchu Powstania w Getcie Warszawskim, to jaki wyrok od tego sądu otrzymałby Juergen Stroop? Smutne pytanie i smutna konstatacja. Dziś żyjemy w demokratycznym kraju i zakładamy, że nikt nie wyda takiego rozkazu, aby nie strzelać do ludzi, którzy demonstrują czy wysiadają z pociągu. Jaka jest to przestroga dla kogokolwiek? Możecie strzelać i zabijać ludzi i nie grozi wam za to żadna odpowiedzialność.
Dlaczego tak orzekł sąd? Czy dowody były niewystarczające, czy sędzia jest ślepy?
Jak rozumiem, sąd uznał, że wojskowi wydali rozkazy i tu nie miał wątpliwości, ale dlaczego taki wyrok ostatecznie wydał – nie wiem. Polskie sądy mają ogromny problem z rozliczeniem PRL, szczególnie stanu wojennego, czy Grudnia'70. Ten proces trwał blisko 18 lat. W jego trakcie Wojciech Jaruzelski nie mógł uczestniczyć w rozprawach, ale do prezydenta mógł jeździć i doradzać, czy brać udział w Kongresie Lewicy. To jest szerszy problem.
Zna pan inny przykład takiej postawy?
Milicjant, który podżegał do bicia Grzegorza Przemyka nie trafił do więzienia... bo był ciężko chory na depresję. Nie wiem czy to się zmieniło.
Rozmawiał Jarosław Wróblewski
