- Ostatnio mogliśmy się np. dowiedzieć z ust gen. Jaruzelskiego jak walczył o prawdę o Katyniu, podczas gdy tak naprawdę - do niemalże samego końca PRL - ją zwalczał.

 

Trudno też oczekiwać po Gorbaczowie żeby był zwolennikiem obalenia imperium Radzieckiego i tutaj też jest analogia do gen. Jaruzelskiego bo obaj chcieli zreformować system komunistyczny a nie go obalić. Wyszło jednak w obu przypadkach inaczej niż zamierzali bo pewnych procesów już nie dało się zatrzymać. Człowiek z najwyższych władz ZSRR czy PRL nie mógł być demokratą z krwi i kości. Nie miejmy złudzeń. To nie byli też przedstawiciele struktur poziomych w okresie pierwszej „Solidarności”.

 

Moją uwagę zwraca wzajemne przyciąganie do siebie Związku Radzieckiego i Niemiec. Co z perspektywy Polski nie było i nie jest najlepsze. Wychodzi też z tego, że rząd RFN końca lat 80. wcale nie był zwolennikiem demokratycznych działań – dodaje Majrzak.

 

Z opublikowanych dokumentów „Spiegla”, można dowiedzieć się, że na spotkaniu Politbiura Gorbaczow komentował masakrę 3 tys. studentów na placu Tiananmen w Pekinie słowami: - Musimy być realistami. Trzy tysiące ludzi? I co z tego?

 

„Spiegel” przywołuje też rozmowę Gorbaczowa z 11 stycznia 1991 roku z Georgem Bushem. Prezydent USA mówił, że jest stanowczo przeciwko zbrojnej interwencji na Litwie. Gorbaczow zapewnił go, że nie użyje siły. Dwa dni później stało się inaczej - podczas szturmu czerwonoarmistów na wieżę telewizyjną w Wilnie zginęło kilkanaście osób, a kilkaset zostało rannych.



Dużo miejsca w dokumentach zajmuje kanclerz RFN, Helmut Kohl. „Spiegel” przypomina, że w 1989 roku Gorbaczow obiecał (i słowa dotrzymał), że czołgi sowieckie nie będą interweniować we Berlinie Wschodnim. Potem spodziewał się, że Kohl zrewanżuje się pomocą, gdy upadał ZSRR.



Not. Jarosław Wróblewski/TVN24