I sekretarz KC PZPR w latach 1980-81 oraz od 1982 do 1985 roku członek Rady Państwa PRL Stanisław Kania został uniewinniony przez Sąd Apelacyjny w Warszawie w sprawie wprowadzenia stanu wojennego. Wyrok jest prawomocny. Zdziwiło pana to uniewinnienie?

Proszę pamiętać, że dużym sukcesem jest to, że ten proces się odbył i się zakończył, chociażby w porównaniu z procesem w sprawie Grudnia'70. Tym bardziej, że sądy traktowały całą sprawę jak gorący kartofel. Sukcesem jest, że został skazany Kiszczak i orzeczono, że stan wojenny był przestępstwem.

A Kania na tle Jaruzelskiego?

Jeśli chodzi o Stanisława Kanię, to jest to trochę odrębny przypadek niż generałowie: Kiszczak i Jaruzelski, choć nie ulega wątpliwości, że od strony formalno-prawnej Kania uczestniczył w przygotowaniach do stanu wojennego. Nie ulega też wątpliwości, że Kania był we władzach partyjnych przeciwnikiem wprowadzenia stanu wojennego. Tu jest pytanie o powody: czy z zasady był przeciwny, czy też bał się o powodzenie całej tej operacji? Kania był zwolennikiem przejęcia kontroli nad „Solidarnością” i wkomponowania jej w system, czyli tego, co się jednak nie udało. Odróżnia go od gen. Jaruzelskiego też to, że był przeciwny pomocy radzieckiej.

Owoce stanu wojennego to zabici, internowani, wielka emigracja z Polski, strach, kryzys i podcięte skrzydła narodu na lata...

Jednak tym niedosytem, jest to, że na ławie oskarżonych nie zasiadł Wojciech Jaruzelski. Są przecież wideo-konferencje, on nie musiałby przyjeżdżać do budynku sądu. To zależy od woli sądu.

Kanię historia potraktuje łagodniej?

Kania brał niewątpliwie udział w związku przestępczym. Daleki jestem, aby być wielbicielem Stanisława Kani, bo nie ulega wątpliwości, że był on współtwórcą tzw. nękania pozycji. Odszedł jednak z funkcji bez użycia przemocy wobec społeczeństwa. To go wyróżniało.

Kto jeszcze powinien zasiąść na tej ławie poza Jaruzelskim?

Najbliżsi współpracownicy jak choćby Siwicki. Jednak to Jaruzelski był głównym architektem stanu wojennego.

Rozmawiał Jarosław Wróblewski