Kampania wyborcza, która właśnie zmierza ku końcowi była, wbrew oczekiwaniom polityków, komentatorów, a także niżej podpisanego, wyjątkowo spokojna. Na pewno większość z nas spodziewała się ostrzejszych akcentów, wyciągania niewygodnych faktów, grania nimi. A tu nie było żadnej sensacji. Kampania upłynęła na szafowaniu zużytymi argumentami, starymi sloganami, wyciąganiem spraw, o których wszyscy już po stokroć się nasłuchaliśmy.

 

To również było widoczne podczas wczorajszej rozmowy Tomasza Lisa z Jarosławem Kaczyńskim. Redaktor zamiast zaatakować czymś nowym, w zupełnie niezrozumiały dla mnie sposób przytoczył stare jak świat słowa o. Tadeusza Rydzyka o czarownicy i historyjkę z pistolecikiem. To pokazuje, że publicyści i dziennikarze, ale także politycy nie są w stanie wnieść niczego nowego w tę kampanię, co też znacznie zubaża zarówno jej meritum, jak i atmosferę.

 

Jako, że kampania upłynęła bardzo spokojnie, w kontraście do oczekiwań, trudno ocenić, która partia lepiej się do niej przygotowała. Dlatego, trudno również wskazać domniemanego zwycięzce tego wyścigu. Niewątpliwe jest to, że w ostatnich dniach Platforma Obywatelska traci nerwy. Jej ostatni klip wyborczy, w którym elektorat PiS jest pokazany jako tylko i wyłącznie banda kiboli i obrońców krzyża z twarzami wykrzywionymi w nienawistnym grymasie, przekracza wszelkie granice, nie tylko te polityczne, pijarowskie, ale również dobrego smaku. Nie boję się użyć sformułowania, że był to po prostu obrzydliwy spot. To tym bardziej niedopuszczalne, że sięgnęła po niego partia, która sama siebie przedstawia jako taką bardzo europejską, cywilizowaną, etc.

 

Oczywiście, „wpadki” zdarzały się również po drugiej stronie barykady. Jednak wypowiedź posła Adama Hofmana o „chłopach z PSL” jest bez porównania z „dokonaniami” Platformy. To tylko „kiks” w zestawieniu z wpadkami PO, bo, o ile gafy PiS wynikały z jakiejś próby zaistnienia przed kamerami w gorącym wyborczym czasie, o tyle Platforma od początku do końca działała z premedytacją.

 

Błędów nie uniknął również sam Jarosław Kaczyński. Niepokojące jest to, że prezes PiS znów zdaje się wchodzić w buty germanofoba. Od kilku dni wraca do tej starej retoryki i uderza w bardzo niepokojące tony, czy to poświęcając passus swojej książki Angeli Merkel, czy udzielając wywiadu „Newsweekowi”, aż po pytanie do dziennikarza TVN, czy reprezentuje redakcję niemiecką. Mam wrażenie, że te pokłady obaw przed odradzającym się imperium niemieckim, które miałoby stanowić zagrożenie dla Polski są już na tyle płytkie, że należałoby odejść od tej retoryki. Tym bardziej, że może ona przynieść negatywne skutki utrudniając Kaczyńskiemu kontakty z niemiecką elitą rządzącą.

 

Pewną ogólnoeuropejską tendencją, jest wypychania partii konserwatywnych, prawicowych, o silnym nurcie chrześcijańskim na margines politycznej sceny. Partie, które dotykają problemów społecznych takich, jak eutanazja, aborcja, związki homoseksualne są konsekwentnie eliminowane przez europejskie elity polityczne. 

 

Jest to poważne przekraczanie granic demokratycznego dyskursu przez lewicę, która stara się przesunąć te ramy jak najdalej. Podobnie jest z liderami takich partii - Jarosławem Kaczyńskim, Victorem Orbanem czy Vaclavem Klausem straszy się jako radykałami, ich działania porównuje się do zamachu stanu, a ich samych przedstawia jako zagrożenie dla demokracji.

 

Trzeba jednak podkreślić, że to właśnie takie działania spychające partie prawicowe na margines są sprzeczne z zasadami demokratycznymi i wypaczają debatę publiczną. Jeżeli dana partia opowiada się za ochroną życia, przeciw aborcji i legalizacji związków homoseksualnych, to jej wyeliminowanie z debaty publicznej, niedopuszczenie do dyskusji jest zamachem na demokrację.

 

Nie inaczej dzieje się w Polsce, gdzie Platforma i jej miłośnicy dyskredytują w debacie publicznej swoich przeciwników. W taką politykę aktywnie włączają się celebryci, socjologowie, psychologowie, a nade wszystko dziennikarze, którzy absolutnie bezwstydnie udzielają poparcia jednej opcji.

 

To, czego zdecydowanie brakuje, to szacunek wobec swoich przeciwników, który należy się im bez względu na ich sympatie polityczne. Każdy polityk ma prawo do krytykowania, ale pewnych granic nie wolno przekraczać. Mam tu na myśli choćby wicemarszałka Niesiołowskiego, który swoimi wypowiedziami skompromitował się już tyle razy, że powinien być usunięty z życia politycznego. Oczywiście, uwaga ta tyczy się również drugiej strony, choć może bardziej zwolenników PiS, niż samych polityków tej partii. Równie niedopuszczalne jest posądzanie prezydenta Komorowskiego o zamach stanu czy działalność agenturalną na rzecz Rosji. Stanowi to poważne zagrożenie dla kultury debaty publicznej w Polsce. Nawet jeśli nie zgadzam się z moimi politycznymi oponentami, to obowiązuje mnie szacunek względem demokratycznego wyboru obywateli.

 

Rozmawiała Marta Brzezińska