Manewry amerykańsko-południowo koreańskie, które obecnie odbywają się na Półwyspie Koreańskim, to manewry które mają miejsce co roku. I co roku Pjonjang reaguje w podobny sposób. Trzeba jednak przyznać, że tym razem groźby i pohukiwania są wyjątkowo intensywne i brzmią dużo poważniej niż w latach poprzednich. Pamiętajmy także o tym, że groźby ataku nuklearnego na Stany Zjednoczone są o tyle puste, o ile najprawdopodobniej Korea Północna nie ma takich technicznych możliwości. Rakiety balistyczne, którymi dysponuje reżim północno-koreański nie są w stanie dolecieć do Stanów Zjednoczonych. Mogą natomiast dosięgnąć baz amerykańskich. Mówi się o bazie Guam, o koszarach wojsk amerykańskich w Japonii czy Korei Południowej. W Korei Płd. i Japonii jest w sumie ok. 60 tys. amerykańskich żołnierzy, więc w tym kontekście, groźby wydają się rzeczywiście poważne. Koreańczycy, o ile nie mogą dosięgnąć terytorium Stanów Zjednoczonych, o tyle mogą zaatakować amerykańskie bazy w regionie.
Czy należy te groźby traktować z całkowitą powagą? Tak potraktował je zarówno prezydent Barack Obama, jak i jego nowy sekretarz obrony Chuck Hagel, który wprawdzie przyznał, że zdaje sobie sprawę z tego, że pogróżki się powtarzają i nie pierwszy raz takie ostrzeżenia płyną ze strony Pjongjangu, ale jednocześnie zapewnił, że nie chciałby być tym sekretarzem obrony, który raz w życiu się pomylił. Amerykanie nie chcą się więc pomylić, nie chcą popełnić błędu zaniechania, dlatego wysłali swoje bombowce B2, trudno wykrywalne dla radarów, zdolne do przenoszenia broni nuklearnej. Planują także rozmieszczenie systemu obrony przeciwrakietowej właśnie na wyspie Guam. System ten miałby bronić tamtejszych amerykańskich żołnierzy i lotnisko przed ewentualnym atakiem ze strony Korei Północnej. Amerykanie „dmuchają na zimne”.
Warto także pamiętać, że Kim Dzong Un jest liderem, którzy rządzi Koreą Północą niespełna półtora roku. Niedawno nastąpiło zaprzysiężenie nowej prezydent Korei Południowej Park Guen-hye, zmienił się premier w Japonii, od niedawna mamy również nowego sekretarza generalnego i prezydenta Chin, a także nowego sekretarza obrony Stanów Zjednoczonych o którym wspominałem. Te pogróżki możemy potraktować więc jako pewnego rodzaju test. Korea Północna po prostu testuje nowych przywódców nowych polityków, którzy weszli do gry w tym regionie, sprawdza, jak się zachowują w sytuacjach kryzysowych, wysokiego napięcia i gróźb militarnych. Niewykluczone, że to także istotne tło tego, co obserwujemy dziś na Półwyspie Koreańskim.
Not. Marta Brzezińska
