- Aleksander Łukaszenka nie wygrał wyborów na Białorusi – powiedział minister Radosław Sikorski, powołując się na źródła polskiego MSZ. - Może to jest przyczyna tak brutalnej i nieracjonalnej reakcji. Takie represje w grudniu nam, Polakom, kojarzą się jednoznacznie. Przypominają nam stan wojenny i okres, kiedy sami żyliśmy w kraju niedemokratycznym. Ktoś, kto wygrywa uczciwie, nie musi pałować opozycji. Jesteśmy zasmuceni, zbulwersowani, ale nie zdziwieni – mówił o wyborach na Białorusi.
Słowa ministra Sikorskiego oraz przebieg ostatnich wydarzeń na Białorusi dla portalu Fronda.pl komentuje Marek Magierowski, zastępca redaktora naczelnego "Rzeczpospolitej":
Wybory na Białorusi zostały prawdopodobnie sfałszowane, co potwierdzali także niezależni obserwatorzy. Łukaszenka zapewniał Unię Europejską, że tym razem wszystko odbędzie się zgodnie z regułami demokracji, ale kolejny raz zagrał wszystkim na nosie. Ile w rzeczywistości otrzymał głosów? Nigdy się tego nie dowiemy. Nie wiadomo także, czy przegrałby wybory, gdyby doszło do potyczki w drugiej turze z jednym z kandydatów opozycji.
Ostre słowa ministra Sikorskiego zupełnie mnie nie dziwią. Na jego reakcję może też wpływać jego osobiste rozczarowanie, poczucie dyplomatycznej porażki. Od wielu miesięcy szef MSZ prowadził ryzykowną grę, próbując skłonić reżim w Mińsku do zmian demokratycznych i przeciągnąć Białoruś w stronę Zachodu. Łukaszenka wszedł w pewnym momencie w zatarg z Kremlem, co stwarzało dodatkową szansę na wyrwanie Białorusinów z objęć Rosji. Jednak tuż przed wyborami Moskwa udzieliła Łukaszence de facto poparcia. Być może Łukaszenka poczuł się przez to silniejszy i uznał, że może postępować tak jak dawniej.
Można się oczywiście krzywić na "niedyplomatyczny" charakter wypowiedzi Sikorskiego, lecz Łukaszenki nie można traktować jak każdego innego przywódcy, z którym należy się obchodzić dyplomatycznie. Równie dobrze moglibyśmy się zastanawiać, czy nie używamy zbyt ostrych słów w odniesieniu do Kim Dzong Ila czy Raula Castro.
Mówiąc o Białorusi i polityce wobec niej porównuje się ją z sytuacją Kuby. Mówi się, że w przypadku tej wyspy sankcje gospodarcze nie dają żadnego rezultatu. Pamiętajmy jednak, że po pierwsze Amerykanie wprowadzili sankcje nie dlatego, by obalić komunistyczny rząd, tylko w ramach retorsji za grabież majątku obywatli USA na wyspie. Po drugie zaś większość krajów Zachodu ochoczo handluje z Kubą i nie widzi w tym nic zdrożnego. Hiszpania, Kanada, Francja, Włochy prowadzą tam bardzo poważne interesy.
Sankcje mają sens tylko wtedy, gdy są przestrzegane przez całą społeczność międzynarodową. Pokazuje to choćby sprawa represji wobec Iranu. Sankcje zastosowane wobec tego kraju przynoszą efekty dopiero teraz, ponieważ zaakceptowały je i przestrzegają ich wszystkie mocarstwa.
Dopóki do wspólnych działań Europy nie przyłączy się Rosja, nie ma co marzyć o jakichkolwiek zmianach na Białorusi.
Not. żar
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

